środa, 15 listopada 2017

"Szukając Alaski" - John Green


W którymś momencie wszyscy podnosimy wzrok i uświadamiamy sobie, że zgubiliśmy się w labiryncie.

 Tytuł: Szukając Alaski
Autor: John Green



Opis: Porównywany z przełomowym "Buszującym w zbożu" J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.
Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.

Jezu, nie mam zamiaru być jednym z tych, którzy siedzą, gadając o tym, co zamierzają zrobić. Po prostu to zrobię. Wyobrażanie sobie przyszłości to rodzaj beznadziejnej tęsknoty.

Opinia: Kolejny raz sięgnęłam do książki Johna Grena i mogę stwierdzić, że tym razem się na pewno nie zawiodłam.
O czym jest ta powieść ? O Milesie, który w cale nie ma przyjaciół, lecz to zmienia się wraz z przeprowadzką do szkoły z internatem. Jego współlokator „Pułkownik” okazuje się być w paczce zbuntowanych w tej szkole. Szybko się zaprzyjaźniają, a Miles poznaje Alaske. Dziewczyna jest tajemnicza, zbuntowana, ale i też wyzwolona, a przede wszystkim uwielbia papierosy, oraz alkohol. Nasz bohater zakochuje się w niej na zabój. Co prowadzi do paru konfekcyjnych sytuacji w jego życiu studenckim. 
Co do całości? Bardzo podoba mi się to jak główny bohater postrzegał rożne rzeczy. Czułam się czasem tak jakbym to ja przeżywało to już kiedyś. Książka prowadzi do bardzo dużej reelekcji w naszym życiu. I chyba za to kocham Greena, że zawsze prowadzi czytelników do właśnie takich przemyśleń nad swoim życiem. Dla mnie jest naprawdę na plus w książkach i bardzo to doceniam w autorach.
Co jeszcze? Dużo jest humoru. Przepełniona wieloma bolesnymi doświadczeniami. Na prawdziwej przyjaźni w trudnych sytuacjach życiowych. A przede wszystkim na podejmowanie decyzji tych złych i tych dobrych. Po prostu jest lekka, na jesienne wieczory, przyjemna w czytaniu, idealna, alby oderwać się od codzienności.
Co mi się nie podobało ? Wydaje mi się, że książka jest dość przewidywalna przynajmniej dla mnie taka ona była. Czytając pierwsze strony i widząc chłopca bez przyjaciół już wiedziałam, że będzie miał on kolegów, gdy tylko się wyprowadzi. To takie przecież dość przewidywalne. Nie wiem, dlaczego, ale w połowie książki również sobie uświadomiłam, że jeden z bohaterów umiera, co też się stało, a jego śmierć nie tak bardzo mnie wstrząsnęła, bo już wiedziałam, że to się wydarzy.
Wiec uważam, że książki, które da się przewidzieć, co będzie w fabule spada nagle ocena jej. To tak jak oglądasz jakiś film, ale ktoś ci powiedział, co będzie na końcu. Gdzie jest w tedy jakąś satysfakcja z oglądania? Nie ma żadnej. Tak samo jest z książka, gdy przewidujesz ją.

Czy polecam książkę ? Uważam, że jest to książka dla wszystkich dla młodzieży i dorosłych, ponieważ po przeczytaniu, każdy coś z niej wycjagnie. A po przeczytaniu końcówki i zamknięciu je po prostu pomyśli. 

Wykorzystujesz przyszłość, aby uciec od teraźniejszości.

sobota, 14 października 2017

Jesienny Book Tag :)


Witam :)  
na tej stronie po bardzo długiej przerwie
Można by powiedzieć ze to takie wakacje były od naszego bloga 
Ale nie martwcie się już wracamy do was z nowymi książkami przeczytanymi :D
A na początek naszego przywitania zapraszamy wasz na jesienny book tag.
Mamy nadzieje, że wam się spodoba on tak jak nam.




1.) Szeleszczące liście – świat jest pełen kolorów: wybierz książkę z jesiennymi barwami na okładce.
Sassy Girl: Zdecydowanie cień wiatru, mimo, że okładka jest dwukolorowa to ma w sobie to coś z jesieni. Do tego obrazek jest taki jesienny.
Koala: Od razu po przeczytaniu tego w głowie miałam już "Harry Potter". Nie wiem dlaczego, ale strasznie kojarzy mi się z jesienną i tą aurą. Okładki faktycznie ma barwy jesienni. 


2.) Cieplutki sweter – w końcu jest na tyle zimno, by chodzić w grubych, ciepłych swetrach: która książka wywołuje w tobie uczucie puchatego ciepełka?
Sassy Girl: Są złe i dobre źle momenty w Buntownik Jay Crownover ale to właśnie ona wywołuje takie ciepełko
Koala: Myślę, że to będzie książka"Zaczekaj na mnie"

3.) Jesienna burza – wicher wieje, deszcz się leje: wybierz książkę do czytania w burzowy dzień.
Sassy Girl: Myślę, że to będą Igrzyska Śmierci albo tak jak Koala napisała Dary Anioła. To książki, w które możemy się wczuć i przenieść się w inny świat, nie patrząc na deszcz za oknem.
Koala: Wybieram serie Dary Anioła. Myślę, że książka jest odpowiednia na każda porę roku i właśnie na jesienną najbardziej. 

4.) Chłodne, rześkie powietrze: wskaż najciekawszą fikcyjną postać, z którą zamieniłabyś się miejscami (w oryginalnym wyzwaniu polecenie dotyczyło „the coolest person”).
Sassy Girl: Eeee myślę, że byłaby Tessa Grey z Diabelskich Maszyn
Koala: Zamieniła miejscami ? Najgorsze, że zawsze jakaś postać przechodzi przez ciężki okres, którego bym nie mogła w swoim życiu, ale jeżeli bym musiała wybrać wybrałabym  Ally Hanningan z "Ostatniej spowiedzi". Naprawdę podobał mi się jej charakter, mimo ze czasami za szybko podawała się. 

5.) Gorący cydr jabłkowy: która książka jest według ciebie niedoceniana i chcesz, by stała się kolejnym bestsellerem?
Sassy Girl: Zdecydowanie The Desing R.S. Grey. Czytałam książkę w nieoficjalnym tłumaczeniu i jest świetna. Żałuję, że nie jest przetłumaczona na język polski.
Koala: Od razu przychodzi mi "Paragraf 5" Sądzę, ze jest bardzo dobrą książką pełną emocji i pozytywnej energi.

6.) Pumpkin Spice: jaki jest twój ulubiony, jesienny posiłek?
Sassy Girl: Gorąca czekolada z piankami, ale to nie posiłek. Dlatego wybieram lazanie, która kojarzy mi się z jesienią.
Koala: Chyba nie mam jakiegoś ulubionego jesiennego posiłku i to w sumie straszne :O 

poniedziałek, 10 lipca 2017

"Never Never" Colleen Hoover and Tarryn Fisher


 Przeznaczenie to pole magnetyczne przyciągające nasze dusze do pasujących do nas ludzi, miejsc i rzeczy.

Autor : Colleen Hoover and Tarryn Fisher 
Tytuł: Never Never  

(...) ból jest konieczny, bo żeby odnieść sukces każdy musi najpierw nauczyć się walczyć z przeciwnościami losu.

Opis:  I nie pokocham.
Nigdy, przenigdy.
Czasem wspomnienia mogą być gorsze niż zapomnienie. Charlie i Silas są jak czyste karty. Nie wiedzą, kim są, co do siebie czują, skąd pochodzą ani co wydarzyło się wcześniej w ich życiu. Nie znają swojej przeszłości. Pomięte kartki, tajemnicze notatki i fotografie z nieznanych miejsc muszą im pomóc w odkryciu własnej tożsamości.
Ale czy można odbudować uczucia? Czy można chcieć przypomnieć sobie… że ma się krew na rękach? A jeśli prawda jest tak szokująca, że tylko zapomnienie chroni przed szaleństwem? Umysły Silasa i Charlie pełne są mrocznych tajemnic.
On zrobi wszystko, by wskrzesić wspomnienia.
Ona za wszelką cenę chce je pogrzebać.
Nigdy nie zapominaj, że to ja jako pierwszy cię pocałowałem.
Nigdy nie zapominaj, że będziesz ostatnią, którą pocałuję.
I nigdy nie przestawaj mnie kochać.
Nigdy…

Wiem, że to dziwaczne, ale przecież właśnie za to mnie kochasz. Kochasz mnie za to, jak bardzo kocham Ciebie. Bo taka jest prawda. Kocham Cię aż za bardzo. Bardziej niż powinno się kochać.

Opinia:  W końcu przyszła pora na książkę, za która miałam przeczytać już dawno temu i którą polecali mi dużo ludzi.  Byłam ciekawa, co tym razem zaoferuje mi autorka, a przede wszystkim jak wypadnie w duecie z Tarryn Fisher, której twórczości nie miałam jeszcze okazji poznać.
Autorki opisują dwie historie, które się łączą.  Akacja rozgrywa się w Nowym Orleanie, gdzie mieszka Stles i Charlir, którzy tracą pamięć. Nie wiedza nic tylko poszczególne rzeczy. Muszą znowu na nowo poznać siebie jak i innych, a przede wszystkim poznać, dlaczego stracili pamięć i dlaczego nawet nie popamiętają swoich imion. Tak naprawdę poznać co za tym wszystkim stoi. Wiec, co tak naprawdę to spowodowało miłość, rodzinna, intryga ? Tego wam już nie powiem, bo nie chce robić wam spoilerów.
Z początku miałam septyczne nastawienie, gdy przeczytałam parę rozdziałów to nastawienie szybko się zmieniło. Z strony na stronę oczówałam coraz bardziej irytacje tego ze tak naprawdę nie mogę przewidzieć autorki. Ciągłe zapytania i głowienia się powodowały, że musiałam dalej czytać. Tak było strasznie, ponieważ  napaliłam się na końcówkę spodziewając się jakiegoś mega dobrego zakończenia, ale niestety autorki mnie w tym rozczarowały najbardziej. Jest mi z tego powodu przykro, bo mogły to naprawdę dobrze skończyć i przede wszystkim bardziej ciekawie. Ale tak naprawdę końcówkę nam rekompensuje ciekawe przygodę Stlesa i Charli, którzy na nowo się poznają i odkrywają swoje przeznaczenie i intrygi rodziców. Trochę ta ksiązka przypominała mi Romeo i Julie i chyba nie tylko ja to stwierdzę.  
Podsymuwująć całość oczekiwałam czegoś bardziej wow, bo przecież ksiązki Colleen, która zachwyciłam mnie książką „Hopeless” i podbiła moje serce. Chodź Tarryn jeszcze nie poznałam i nie mogłam stwierdzić jak pisze cieszyłam się na tą współprace. Mimo wszystko stwierdzam, że dostałam, co chciałam, romans, tajemnica, dużo akcji i opisów.
Stwierdzam, że mimo tego warto przeczytać.. ba nawet zarwać jedną nockę na przeczytanie tej historii. Gwarantuje wam, że nie da wam wytchnienia oraz zmusza do czytania. Autorki tak manipulują historią, że chce się czytać i czytać. Uważam, że to jest bardzo dobry plus tego.
Tak naprawdę tym, którzy jeszcze nie zdążyli przeczytać „Neper Never” Polecam wszystkim.

 Jestem zbyt pijany Tobą. Nigdy nie tknąłem nawet kropli alkoholu, ale jestem pewien, że tak się właśnie czują pijani.

niedziela, 2 lipca 2017

"November 9" - Colleen Hoover


Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.

Tytuł: November 9

Autor: Colleen Hoover


Kiedy znajdujesz miłość, to ją bierzesz. Chwytasz obiema rękami i robisz co w swojej mocy, żeby jej nie puścić. Nie możesz tak po prostu od niej odejść i oczekiwać, że będzie trwać, dopóki nie będziesz na nią gotowa.



„Kryminał kończy się, gdy zabójca zostaje schwytany. Biografię wieńczy ostatnie słowo o opisywanym życiu. Historia miłosna powinna połączyć zakochanych, prawda? W takim razie to chyba nie jest opowieść o miłości...“

9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…

„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał“.

Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.
Ciało jest po prostu opakowaniem dla prawdziwego daru wewnątrz.


Klimat książek Colleen Hoover czuje się w momencie, kiedy ma się je w dłoni. Towarzyszące uczucie jest wtedy naprawdę niesamowite.

9 listopada to dla Fallon najgorsza data w życiu. Tego dnia parę lat wcześniej pożar zostawił po sobie blizny na jej ciele. Dla Bena również ten dzień nie należy do najlepszych z powodu śmierci swojej matki. Dwójka nieznajomych ludzi przez przypadek spotyka się w restauracji i 9 listopada nie jest już złym dniem.

W wieku osiemnastu lat Fallon spotka się ze swoim ojcem w restauracji, przedstawia mu plan wyprowadzki do Nowego Yorku, krytykuje jego niektóre wybory, gdyż uważa, że to on jest winny blizn szpecących jej skórę. Kiedy wspomina o Broadwayu, reakcja ojca nie jest taka, jaką dziewczyna spodziewała się usłyszeć. W podobny sposób reaguje na wieść o chłopaku córki, który zjawia się nagle przy ich stoliku. Tym chłopakiem jest młody, przystojny Ben, który przysłuchując się z boksu dalej rozmowie dziewczyny z ojcem postanawia uratować ją z opresji.

Fallon była szesnastoletnią dziewczyną, kiedy pożar zniszczył jej pewność siebie oraz szansę na zostanie aktorką. Za każdym razem, gdy wychodzi na miasto zakrywa połowę swojej twarzy, by ludzie nie musieli patrzeć na blizny. Jednak wraz z upływem kolejnych rozdziałów zmienia się w dziewczynę, która chodzi z wysoko uniesioną głową. A to wszystko dzięki Benowi, chłopakowi, którego poznaje właśnie 9 listopada.

Młody pisarz po raz pierwszy jej mówi, że jest piękna i każe jej spełniać swoje marzenia. Wszystko jest na dobrej drodze, no prawie. Fallon tego dnia wyjeżdża do wielkiego miasta, co jest równoznaczne z ich rozłąką. Jednak postanawiają spotykać się przez kolejne pięć lat w dzień rocznicy ich poznania, dopóki dziewczyna nie odnajdzie siebie i będzie pewna zakochania. Jest pewien haczyk - oboje muszą zablokować się na każdym możliwym portalu społecznościowym, by ograniczyć ich kontakt do absolutnego minimum.

Prócz serii Pułapka Uczuć nigdy nie poczułam rozczarowania czytając książki tej autorki. Potrafi wszystkie uczucia, pomysły przelać na papier. Czytając November 9 nie raz śmiałam się przez teksty głównego bohatera, miałam także ochotę płakać, bo Colleen potrafić bardzo dobrze grać na ludzkich uczuciach. Potrafiła też zaskoczyć mnie końcówką, bo nigdy nie podejrzewałabym kto faktycznie odpowiedzialny jest za wzniecenie pożaru.

Z pewnością nie była to ostatnia książka Colleen Hoover, po którą sięgnęłam. Autorka pisze coraz lepiej, dlatego też zachęcam do sięgnięcia po nowsze dzieła.

- Ben. Czy ty... uprawiasz ze mną booksting?- Booksting?- Tak. No wiesz, kiedy seksowny facet rozmawia z dziewczyną o książkach. To jak sexting, tyle że na głos i z książkami zamiast seksu. Nie żeby to miało coś wspólnego z smsami. Dobra, więc pewnie nie ma też nic wspólnego z sextingiem, ale w mojej głowie to miało sens.

sobota, 1 lipca 2017

Podsumowanie czerwca

Koala
Witam was w tym gorącym klimacie. Oficjalnie zaczęły się wakacje i pewnie wiele z was cieszy się na nie. Jak planujecie spędzić najbliższe paręnaście dni wolnego ? Jakieś wyjazdy ? Czy może jednak zacisze swojego domu i dobra książka ? Ja osobiście stawiam na dwie opcje polowa tego połowa drugiego <3

Sassy Gilr
Każdy ma w swoim życiu okres zawahania, teraz trafił mnie. Kocham tego bloga, kocham recenzować książki, zachęcać was do nich. Jednak mam chwilę zawahania czy te recenzje faktycznie są dobre, czy może sobie to wszystko odpuścić. Mam do napisania praktycznie 7 zaległych recenzji nawet więcej, a moja chęć do napisania ich błądzi w czasoprzestrzeni. Mam nadzieję, że jak wrócę do domu po urlopie to ta chęć się znajdzie. Na chwilę obecną mogę tylko powiedzieć, jeśli ktoś chce porozmawiać na temat tych książek to chętnie odpisze prywatnie.

                                          Na dzień dzisiejszy mamy: 
74 obserwatorów
7243 wyświetleń
54 notek opublikowanych


Sassy Gilr:
1. „Zły Romeo” – 400 stron
2. „November 9” – 320 stron
3.  „We władaniu północy” – 329 stron
4. „Wszystko, co w Tobie kocham” Samantha Young- 300 stron
5. „Mleko i miód” Rupi Kaur – 204 strony
6. „Kissing Orion” Amber Kell – 99 stron
7. „Confess” Colleen Hoover - 304 strony

8. „Ugly Love” Colleen Hoover – 344 strony
Razem: 2300 stron

Koala:
1. "MechanicznaKsiężniczka" – Cassandra Clare  418 stron
2. "Never Never" - Colleen Hoover, Tarryn Fisher 383 stron
Razem: 801 stron

czwartek, 22 czerwca 2017

"Mechaniczna księżniczka" Cassandra Clare



Tytuł: Mechaniczna księżniczka
Autor: Cassandra Clare 
Cykl: Diabelskie Maszyny 



Pamiętam co mi kiedyś powiedziałaś. Że słowa mają moc zmieniania nas. Twoje mnie zmieniły, Tess. Uczyniły mnie lepszym człowiekiem. Życie to książka i są w niej tysiące stron, których jeszcze nie przeczytałem. Przeczytam je razem z tobą, ile się da, zanim umrę...


Mroczna sieć zaczyna się zaciskać wokół Nocnych Łowców z Instytutu Londyńskiego. Mortmain planuje wykorzystać swoje Piekielne Maszyny, armię bezlitosnych automatów, żeby zniszczyć Nocnych Łowców. Potrzebuje jeszcze tylko ostatniego elementu, żeby zrealizować swój plan. Potrzebuje Tessy Gray, Charlotte Branwell, szefowa Instytutu Londyńskiego, rozpaczliwie stara się znaleźć Mortmaina, zanim ten zaatakuje. Ale kiedy Mortmain porywa Tessę, chłopcy, którzy roszczą sobie równe prawa do jej serca, Jem i Will, zrobią wszystko, żeby ją uratować. Bo choć Tessa i Jem są zaręczeni, Will jest zakochany w niej jak zawsze.

-Pytałeś mnie, jak, będąc nieśmiertelnym, przeżyłem tyle śmierci. Nie ma w tym wielkiego sekretu. Po prostu wytrzymujesz to, co jest nie do zniesienia.


Nareszcie znalazłam czas i przeczytałam ostatnią część z cyklu mechaniczne maszyny. Naprawdę jestem pod wielkim, szczerym wrażeniem i oczywiście jestem mega szokowana tym, że musze się pożegnać z tymi wszystkimi bohaterami, które mnie tak urzekły i z którymi tak bardzo się przez ten czas żyłam. To smutne, że ta historia się już skończyła i pisząc tą recenzje targają mną straszne emocje.
I naprawdę nie wiem, co teraz ze sobą zrobię. To był dobry wyciskacz łez i myślę, że nigdy nie pozwolę zapomnieć o tych bohaterach, którzy z każdą częścią zmieniali się.
 Na samym początku cyklu poznajemy Tesse, która jest samotna i po śmierci ciotki przyjeżdża do Londynu w poszukiwaniu swojego brata.
Poznajemy również Willa dzielnego, beztroskiego, zamkniętego w sobie, czasami chamskiego chłopca. Oraz Jem, który jest chory i słaby. Widzimy również Charlotte, która stawia swoją „rodzince” ponad wszystko, oraz Henrego jej męża wiecznie siedzącego i majsterkującego Jassie, która pogubiła się oraz Sophie, która posiada w sobie dużo zrozumienia. 
A teraz po tych wszystkich częściach ci bohaterowie zdecydowanie się zmieniają, Tessa już nie jest zagubioną osobą, silna i niezależna, Willa, który pokonał walkę, okazujący dobroć, miłość, którą tak bardzo tłumił w sobie. No i oczywiście Jem w końcu szczęśliwy. Myślę, że oni najbardziej się zmienili. Każdy z nich musiał tak dużo przejść, by być szczęśliwym, by móc myśleć, że zasługuje na szczęście, zbyt dużo.
Autorka spisała się na medal. Tej książce nie brakuje poczucia humorów, przepiekanych i naprawdę prawdziwych opisów Londynu, zaskakująca, pełna emocji, szczęścia i smutku, gniewu czy zaskoczeniu. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona fabułą, a już z pewnością zakończeniem, które powaliło mnie na kolana.
Autorka świetnie poradziła sobie z wątkiem miłosnym, chyba nikt nie powinien być zawiedziony. Wątek Jema był szokujący, ale bardzo dobrze przemyślany, ale jednak to wątek z Williamem urzekła mnie najbardziej do końca serii, było mi go czasem strasznie żal, i byłam szczęśliwa z jego szczęścia. Historia miłosna Willa i Tessy była wspaniała, wzruszająca i romantyczna.
Oprócz wątku miłosnego mogliśmy znaleźć w tej serii wszystko, wspaniałą przyjaźń, której nie pokona nawet śmierć. Myślę, że to jest coś pięknego ile możemy znaleźć w tej książce tak wspaniałych rzeczy.
Cóż mogę jeszcze powiedzieć ? Chyba tyle, że pragnę bić brawa dla autorki za tak wspaniałą trzecią cześć tej trylogii.
To trzeba przeczytać. Nie da się opisać tej części, ani tej trylogii słowami.

Życie to niepewna sprawa, dlatego chce się zapamiętać z niego pewne chwile, wyryć je w umyśle, żeby później wyjąć wspomnienie jak zasuszony kwiat włożony między kartki książki i ponownie się nim rozkoszować.


Recenzje pozostałych części: część 1, część 2  

piątek, 9 czerwca 2017

"Zły Romeo" - Leisa Rayven



Bo to opinia, nie fakt, i może dla ciebie są różowe, bo masz nierówno pod sufitem. Twoja opinia nie musi być prawdziwa dla nikogo poza tobą. Przestań wreszcie wychodzić ze skóry, żeby zadowolić wszystkich wokół, i zacznij mówić, co myślisz.

Tytuł: Zły Romeo
Autor: Leisa Reyven
Cykl: Starcrossed


Jeśli spojrzymy na listę dziesięciu największych ludzkich lęków, na której strach przed publicznymi występami zajmuje drugie miejsce. Znajdują się na niej również strach przed porażką, odrzuceniem, zaangażowaniem czy intymnością, które także mają odniesienie do aktorstwa.


Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak „zły Romeo” złamał „Julii” serce...

Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat...
Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?


– Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś: „Nie da się odnaleźć miłości tam, gdzie jej nie ma, ani ukryć jej tam, gdzie naprawdę istnieje”. Pomyśl o tym.
Nigdy nie przepadałam za Romeo i Julią, po prostu uważałam tę historię za przereklamowaną. Sięgając po „Zły Romeo”, nie spodziewałam się czegoś lepszego. 

Cassie i Ethan zostali połączeni w parę na przesłuchaniach do Grove. Już w tamtym momencie złapali ze sobą kontakt, a gdy przeszli dalej – więzi między się zacieśnił. Jednak przyjaźń damsko-męska nie może istnieć, jeśli jedna ze stron pała pożądaniem do drugiej. Do tego wszystkiego dostają główne role w „Romeo i Julii”. Czy miłość w dramacie może przenieść się do miłości w realistycznym świecie? 

Cassie była nastolatką, która miała wymagających rodziców, których próbowała uszczęśliwić Jednak to dzięki swojej matce i nieśmiałości trafiła na zajęcia teatralne, które pokochała. Dlatego też chciała zostać aktorką, a egzaminy do Grove miały jej to zapewnić. Dziewczyna posiadała manię – chciała, aby wszyscy ją lubili. Nieważne, jaką idiotkę musiała z siebie zrobić, czy też ukrywała własne zdanie, by nie wyróżniać się na tle innych. Tylko przy jednej osobie była tak naprawdę sobą – Ethanie. 

Ethan to zamknięty w sobie chłopak, który już trzeci raz był na egzaminach. To dzięki partnerstwu z Cassie udało mu się zdać. Na uczelni nie miał za dużo przyjaciół, może jednak nie chciał ich. Zawsze wychodził z sali jako pierwszy, drugie śniadanie jadł w samotności. Tylko jedną osobę dopuszczał do siebie – Cassie. 

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że autorka miała bardzo dobry pomysł. Książka była podzielona na momenty obecne i sprzed sześciu lat, przez co mogliśmy poznać dobrze wykreowanych bohaterów. Jednak odczułam wrażenie, że główna bohaterka patrzyła na Ethana wyłącznie przez pożądanie, pisała o tym, śniła. To było dosyć dziwne w pewnym momencie, lecz nadal stała na swoim i nie była zaślepiona chłopakiem. Co mi się spodobało, bo potrafiła myśleć przejrzyście. Mimo kiepskiego nastawienia do brunetki polubiłam ją, tak samo, jak Ethana. 

Niektóre cytaty w książce mnie zachwycały, jednak książka nie zrobiła na mnie takiego dużego wrażenia. Miło się ją czytało po prostu.

– Czasami otaczamy się murem nie tylko po to, by nie dopuszczać do siebie innych, ale i po to, aby się przekonać, komu zależy na nas na tyle, by zechciał go zburzyć.


– Moja droga Cassandro, czasami nie warto naprawiać tego, co zepsute. Lepiej zacząć od początku i zbudować coś nowego. Lepszego.

– Trzy lata zajęło mi zrozumienie, że niewypowiadanie tego słowa wcale nie pomaga mi zaprzeczyć temu, co czuję. To, czy cię kocham czy nie, nie zależy od słów. Tak po prostu jest.

– Chyba właśnie dlatego szkło wydaje mi się tak fascynujące. Zdaje się niezwykle kruche, a jednak jest w stanie przetrwać wiele lat, nawet naznaczone rysami i pęknięciami.