niedziela, 17 grudnia 2017

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins

Ludzie, z którymi coś nas kiedyś łączyło, nie pozwalają nam odejść i żebyśmy nie wiem, jak bardzo próbowali, nie wyplączemy się z tego, nie uwolnimy.Może po pewnym czasie przestajemy po prostu próbować.

Tytuł: Dziewczyna z pociągu
Autor: Paula Hawkins

Opis: Rachel każdego ranka dojeżdża do pracy tym samym pociągiem. Wie, że pociąg zawsze zatrzymuje się przed tym samym semaforem, dokładnie naprzeciwko szeregu domów.
Zaczyna się jej nawet wydawać, że zna ludzi, którzy mieszkają w jednym z nich. Uważa, że prowadzą doskonałe życie. Gdyby tylko mogła być tak szczęśliwa jak oni.
I nagle widzi coś wstrząsającego. Widzi tylko przez chwilę, bo pociąg rusza, ale to wystarcza.
Wszystko się zmienia. Rachel ma teraz okazję stać się częścią życia ludzi, których widywała jedynie z daleka. Teraz się przekonają, że jest kimś więcej niż tylko dziewczyną z pociągu.

 Nie wiem,gdzie podziała się moja siła,nie pamiętam jak ją straciłam. Myślę,że kawałek po kawałku odłupało ją życie,że się powoli zużyła.

Opinia: Pamiętam ten fenomen związany w około tej książki i to jak dużo osób chwaliło ją. W końcu, kiedy natrafiłam na nią w bibliotece byłam uradowana, że nareszcie przeczytam i dowiem się, dlaczego ludzie tak kochają tą książkę. Chyba miałam za bardzo duże oczekiwania w względem niej, bo osobiście uważam, że nie jest taka świetna. Czuje lekkie rozczarowanie jak na tak dużą skale popularności. Zamiast dużych emocji, napięcia, ta powieść spowodowała u mnie jedynie znużenie i mnie znudziła.
Od razu, kiedy otwieramy książkę możemy poznać Rachel, która jest uzależniona od picia alkoholu po rozstaniu się z swoim ukochanym mężem. Osoba, która utraciła sens swojego życia oraz osiąga praktyczne dno w swoim jak to beznadziejnym i szarym życiu.
Po mimo bólu, kiedy dochodzi do tragedii, którą widzi z daleka i to z pociągu potrafi się ogarnąć i po woli małymi kroczkami stara się uporządkować swoje życie oraz za wszelką cenie rozwiązać sprawę morderstwa.
Co do samego wątku morderstwa podobał mi się na samym początku, bo w końcu myślałam, ze nie zgadnę, kto zabił tą dziewczynę, ale jednak los lubi robić figle i niestety w połowie książki już wiedziałam, kto za tym stoi. Chyba powinnam zostać detektywem xD
W sposób, w jaki opisuje autorka podobał mi się. Wszystko jest lekkie i przejrzyste nie trzeba długo się zastanawiać nad niektórymi opisami tak jak to bywa, w niektórych książkach. Myślę, że wątki są na swój sposób tajemnicze i  z lekką fabułą, co powoduje tym samym przynajmniej u mnie ciekawość dopiero na końcu. Co dla mnie jest wielkim minusem.
Miałam nadzieje, że wątek z pociągiem będzie jakoś bardziej ciekawszy i bardziej rozwinięty, co się jednak nie stało, a szkoda, ponieważ uważam, że autorka mogła to jakoś tajemniczej wykorzystać.
Dużą cześć akcji zauważyłam skupia się na wątku tym ze Rachel jest samotna i czuje wielki ból spowodowany, że jej kochany rzucił ja dla innej kobiety. Niestety to tez jest kolejnym minusem. Chodź mimo wszystko z brakiem pamięci o tamtej nocy, gdy widzi te wszystkie straszne rzeczy jest ciekawe.
Podsumowując całość uważam, że książka mogła być lepiej napisana, chodzę nie jest najgorsza pomimo moich dużej ilości krytyki. Uważam, że czyta się ją lekko i dość szybkim tempie. Czy ją polecam? Uważam, że każdy powinien odpowiedzieć sobie na te pytanie.


Nie ma nic bardziej bolesnego i destrukcyjnego niż podejrzliwość.

piątek, 8 grudnia 2017

"Miasto Kości" Cassandra Clare


Kochać to niszczyć, a być kochanym, to zostać zniszczonym

Tytuł: Miasto Kości
Autor: Cassandra Clare
Cykl: Dary Anioła
Seria: Ze świata nocnych łowców
 Wiesz jakie jest najgorsze uczucie, jakie mogę sobie wyobrazić? Nie ufać osobie, którą się kocha najbardziej na świecie.



Opis: Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela. Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich. 

- Następnym razem, kiedy postanowisz się zranić, żeby przyciągnąć moją uwagą, pomyśl, że czułe słówka działają cuda.


Opinia: „Miasto Kości” było kolejną książka, którą sięgnęłam po obejrzeniu jej ekranizacji zarówno jak i filmu z 2013r jak i obecnego serialu. Jak i kolejnym powodem sięgnięcia po nią było również to, że Sassy mi ją gorąco poleciła.
Słyszałam już o niej bardzo wiele dobrego, każdy się zachwiał książką. Mówił, jaka ona jest wspaniała, zachwycali się ją i takie rożne pozytywne rzeczy. Podchodząc do czytania pierwszej części podeszłam z oczekiwaniami niezbyt wygórowanymi, ponieważ oglądałam już serial i film wiec książka nie powinna mnie niczym tak naprawdę zaszokować ani zaciekawić. Jednak się bardzo myliłam, bo mimo po obejrzeniu książka jest przeciwieństwem i pozwala naprawdę żyć się z bohaterami, bardziej poczuć to, co czują i jak się borykają z różnymi problemami tak naprawdę.
Akcja rozgrywa się w Nowym Yorku, gdzie tam poznajemy Clary, utalentowaną, zdolną artystkę mieszkająca szczęśliwie ze swoim mamą. Ma najlepszego przyjaciela Simona, który potajemnie podkochuje się w niej. Można powiedzieć, że historia bardzo typowa dla książek, ale jednak tak nie jest, ponieważ któregoś dnia piękny świat Clary wywraca się do góry nogami. Poznaje zbuntowanego Jaca, który okazuje się być nocnym łowcą. Również potem jak się okazuje możemy poznać Izzy i Aleca. I tutaj oczywiście jednak muszę wtrącić swoje trzy grosze. Bohaterowie są świetnie dobrani. Na początku nie lubiłam zadumanej w sobie Izzy, ale jednak potem przekonała mnie do siebie, bo tak naprawdę jest „przykryta” taką warstwą ochroną, ponieważ musiała się wpasować. Jack tak, tak jak wszyscy miłośnicy tej postaci zakochałam się w nim i pokochałam całym serduszkiem. Tak naprawdę każdy bohater w książce  coś wnosi i jest na swój sposób ciekawa. Postacie bardzo różne, stanowiące swoje kontrasty. Wampiry, wilkołaki, demony, czarownicy i pozostałe rodzaje pół-ludzi ze świata cienia są dobrze, a nawet bardzo dobrze nakreślone. Jeśli chodzi o głównych bohaterów... Nie myślałem, że to się tak skończy. 
Historia jest fascynująca i z każdą czytaną stroną coraz to ciekawsza i wzbudzająca emocje, co kryje się za tyle tajemnicami dalej. Można by powiedzieć, że dla zaawansowanych czytelników może być ona bardzo przewidywalna, ale moim zdaniem tutaj możemy pominąć ten mały minus.
Historie czyta się ją szybko i przyjemne. Osobiście, pomimo, że oglądałam ekranizacje jednak mimo wszystko nie mogłam się od niej oderwać tak naprawdę. Czytając książkę, myślałam, że będzie dość nudna, przewidywalna mimo wszystko, ale po opisie można pomyśleć jednak, że właśnie to jest kolejne romansidło jednak uważam, że to tylko dodatek do całości
Akcja płynna i rewelacyjna. Przyjemna w czytaniu, lekka z momentami poczuciu humoru. Autorka świetnie nakreśliła całą historie, a końcowa tylko powoduje na czytanie kolejnej części. 
Serdecznie polecam każdym tą serie.

Chciałbym cię nienawidzić. Chcę cię nienawidzić. Próbuję cie nienawidzić. Byłoby o wiele łatwiej, gdybym cię nienawidził. Czasami myślę, że cię nie nawidzę, a potem cie spotykam i..



piątek, 24 listopada 2017

"Lek na śmierć" James Dashner


Pozwólmy ludzkości kopnąć w kalendarz albo róbmy okropne rzeczy, żeby ją ocalić. Nawet ci nieliczni, którzy są odporni, prawdopodobnie nie przetrwaliby długo w świecie, gdzie dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek dziewięć ludzi zmienia się w krwiożerczych psycholi.

Tytuł: 
Lek na śmierć
Autor: James Dashner
Cykl: Więzień Labiryntu

Opis: Thomas wie, że DRESZCZowi nie można ufać, ale oni twierdzą, że czas kłamstw już się skończył, że zgromadzili w toku Prób wszystkie dane, jakie dało się zebrać, a teraz chcą przywrócić Streferom pamięć, bo potrzebują ich pomocy w ostatecznej misji. Streferzy muszą dobrowolnie pomóc uzupełnić mapę, która pozwoli stworzyć lek na Pożogę.DRESZCZ nie wie jednak, że stało się coś, czego żadne Próby i żadne Zmienne nie pozwoliłyby przewidzieć. Thomas przypomniał sobie dużo więcej, niż przypuszczają.I wie, że nie może wierzyć w ani jedno słowo z tego, co twierdzi DRESZCZ.Czas kłamstw już się skończył. Ale prawda jest bardziej niebezpieczna, niż Thomas kiedykolwiek mógł sobie wyobrazić.
Czy ktokolwiek przetrwa poszukiwania leku na śmierć?


- Próbowałem, ale nie byłem w stanie powstrzymać tego czegoś, co mnie kontrolowało.
- Chłopie, próbowałeś mi obciąć wiesz co!
Thomas zaśmiał się, czego nie robił już od dawna. Przyjął to z przyjemnością.
- A szkoda. Mogłem ocalić świat przed przyszłymi małymi Minho.


Opinia: Trzecia  i ostatnia cześć z cyklu „Więzień Labiryntu”. Tak jak poprzednie części zawsze tak wychodziło, że czytałam po obejrzeniu filmu. Tak tą przeczytałam przed premierą.
Pomimo czytanych negatywnych opinii na temat tej części mogę stwierdzić, że nie jest taka zła jak na zakończenie.
Nasi bohaterowie z poprzedniej części przeżywają wszystkie emocje, jakie są tylko możliwe, a w tej jest jeszcze więcej ich jak w poprzednich. Jak sam tytuł wskazuje Thomas wraz ze swoją paczką muszą znaleźć lek na pożengę. On wieży, że nie może wierzyć w ani jedno słowo DRESZCZ-owi, ale czy na pewno pomimo tego, co sobie przypomina ?
Thomas, jako bohatera uważam za bardzo twardego po mimo wszystkiej krzywdy, którą spotkał jest silną osobą. Może i przezywa chwile załamania, ale kto by nie przeżywał ? Jest śliną osobą i oddanym przyjacielem. Mniho oraz Newn razem z nim tworzą świetną i zgrana paczkę, pomimo nie zgodności w wielu sytuacjach. Brenda ? Na samym początku byłam świecie przekonana, że kolejny raz oszuka streferów, ale z biegiem czasu przekonałam się do niej bardziej niż do Teresy. Team Brenda zdecydowanie :D
Początek jest dość skomplikowany do przetworzenia jak na taką książkę. Autor tak przyśpiesza akacje jakby naglę opamiętał się, że to jest jego ostatnia cześć i musi wszystko wyjaśnić. Co bardzo pogarsza jego sytuacje moim zdaniem, ponieważ uważam, że początek powinien być jednak lekki, ale zachęcać do czytania. Jednak tutaj tego mi bardzo brakowało.
Lektura jest dość szyba w czytaniu, ponieważ ciągle coś się w niej dzieje. Co dla mnie jest naprawdę dużym plusem w czytaniu, bo wiem, że zaraz jej nie przerwę na parę dni. Fakt, że czasami musiałam odłożyć książkę, ale to tylko, dlatego, że nie mogłam uspokoić swoich emocji i po prostu musiałam przerwać na parę godzin i oswoić się z paroma sytuacjami. Jednym z takich przykładów powrót zmarłej osoby z poprzedniej części. Naprawdę rozerwała mnie na kilka fragmentów. I jego przemiana. Jestem jak najbardziej na plus tym, że autor szokuje czytelnika. To zawszę dobrze wychodzi.
Autor moim zdaniem świetnie sobie poradził z całym cyklem, a zakończenie uważam za dobre. Ostatni rozdział naprawdę wbił mnie w fotel, ponieważ naprawdę nie spodziewałam się takiego zakończenia. Nie wyobrażam sobie nawet innego. A Epilog ? Epilog to zaskoczenie jeszcze większe niż ostatni rozdział. Mimo, że trochę już minęło czasu od przeczytania ksiązki, dalej w głowie mam ostatnie zdania, które są bardzo mocne. Nie wyobrażam sobie innego zakończenia dla całej trylogii. Jest bardzo dobre.

Podsumowując, książka jest dobra mimo tych wszystkich negatywnych opinii na jej temat. Tym, co nie czytali trylogii „Więzień Labiryntu” gorąco polecam na te jesienne dni. 


- Tommy, wylaksuj.
- Wylaksować? Ten stary sztamak właśnie powiedział, że nie jesteś odporny na Pożogę. Jak możesz...
- Człowieku, nie martwi mnie cholerna Pożoga. Kurna, nigdy nie sądziłem, że dożyję aż do tego momentu - a życie nie było jak dotąd szczególnie zarąbistym doświadczeniem

środa, 15 listopada 2017

"Szukając Alaski" - John Green


W którymś momencie wszyscy podnosimy wzrok i uświadamiamy sobie, że zgubiliśmy się w labiryncie.

 Tytuł: Szukając Alaski
Autor: John Green



Opis: Porównywany z przełomowym "Buszującym w zbożu" J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.
Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.

Jezu, nie mam zamiaru być jednym z tych, którzy siedzą, gadając o tym, co zamierzają zrobić. Po prostu to zrobię. Wyobrażanie sobie przyszłości to rodzaj beznadziejnej tęsknoty.

Opinia: Kolejny raz sięgnęłam do książki Johna Grena i mogę stwierdzić, że tym razem się na pewno nie zawiodłam.
O czym jest ta powieść ? O Milesie, który w cale nie ma przyjaciół, lecz to zmienia się wraz z przeprowadzką do szkoły z internatem. Jego współlokator „Pułkownik” okazuje się być w paczce zbuntowanych w tej szkole. Szybko się zaprzyjaźniają, a Miles poznaje Alaske. Dziewczyna jest tajemnicza, zbuntowana, ale i też wyzwolona, a przede wszystkim uwielbia papierosy, oraz alkohol. Nasz bohater zakochuje się w niej na zabój. Co prowadzi do paru konfekcyjnych sytuacji w jego życiu studenckim. 
Co do całości? Bardzo podoba mi się to jak główny bohater postrzegał rożne rzeczy. Czułam się czasem tak jakbym to ja przeżywało to już kiedyś. Książka prowadzi do bardzo dużej reelekcji w naszym życiu. I chyba za to kocham Greena, że zawsze prowadzi czytelników do właśnie takich przemyśleń nad swoim życiem. Dla mnie jest naprawdę na plus w książkach i bardzo to doceniam w autorach.
Co jeszcze? Dużo jest humoru. Przepełniona wieloma bolesnymi doświadczeniami. Na prawdziwej przyjaźni w trudnych sytuacjach życiowych. A przede wszystkim na podejmowanie decyzji tych złych i tych dobrych. Po prostu jest lekka, na jesienne wieczory, przyjemna w czytaniu, idealna, alby oderwać się od codzienności.
Co mi się nie podobało ? Wydaje mi się, że książka jest dość przewidywalna przynajmniej dla mnie taka ona była. Czytając pierwsze strony i widząc chłopca bez przyjaciół już wiedziałam, że będzie miał on kolegów, gdy tylko się wyprowadzi. To takie przecież dość przewidywalne. Nie wiem, dlaczego, ale w połowie książki również sobie uświadomiłam, że jeden z bohaterów umiera, co też się stało, a jego śmierć nie tak bardzo mnie wstrząsnęła, bo już wiedziałam, że to się wydarzy.
Wiec uważam, że książki, które da się przewidzieć, co będzie w fabule spada nagle ocena jej. To tak jak oglądasz jakiś film, ale ktoś ci powiedział, co będzie na końcu. Gdzie jest w tedy jakąś satysfakcja z oglądania? Nie ma żadnej. Tak samo jest z książka, gdy przewidujesz ją.

Czy polecam książkę ? Uważam, że jest to książka dla wszystkich dla młodzieży i dorosłych, ponieważ po przeczytaniu, każdy coś z niej wycjagnie. A po przeczytaniu końcówki i zamknięciu je po prostu pomyśli. 

Wykorzystujesz przyszłość, aby uciec od teraźniejszości.

sobota, 14 października 2017

Jesienny Book Tag :)


Witam :)  
na tej stronie po bardzo długiej przerwie
Można by powiedzieć ze to takie wakacje były od naszego bloga 
Ale nie martwcie się już wracamy do was z nowymi książkami przeczytanymi :D
A na początek naszego przywitania zapraszamy wasz na jesienny book tag.
Mamy nadzieje, że wam się spodoba on tak jak nam.




1.) Szeleszczące liście – świat jest pełen kolorów: wybierz książkę z jesiennymi barwami na okładce.
Sassy Girl: Zdecydowanie cień wiatru, mimo, że okładka jest dwukolorowa to ma w sobie to coś z jesieni. Do tego obrazek jest taki jesienny.
Koala: Od razu po przeczytaniu tego w głowie miałam już "Harry Potter". Nie wiem dlaczego, ale strasznie kojarzy mi się z jesienną i tą aurą. Okładki faktycznie ma barwy jesienni. 


2.) Cieplutki sweter – w końcu jest na tyle zimno, by chodzić w grubych, ciepłych swetrach: która książka wywołuje w tobie uczucie puchatego ciepełka?
Sassy Girl: Są złe i dobre źle momenty w Buntownik Jay Crownover ale to właśnie ona wywołuje takie ciepełko
Koala: Myślę, że to będzie książka"Zaczekaj na mnie"

3.) Jesienna burza – wicher wieje, deszcz się leje: wybierz książkę do czytania w burzowy dzień.
Sassy Girl: Myślę, że to będą Igrzyska Śmierci albo tak jak Koala napisała Dary Anioła. To książki, w które możemy się wczuć i przenieść się w inny świat, nie patrząc na deszcz za oknem.
Koala: Wybieram serie Dary Anioła. Myślę, że książka jest odpowiednia na każda porę roku i właśnie na jesienną najbardziej. 

4.) Chłodne, rześkie powietrze: wskaż najciekawszą fikcyjną postać, z którą zamieniłabyś się miejscami (w oryginalnym wyzwaniu polecenie dotyczyło „the coolest person”).
Sassy Girl: Eeee myślę, że byłaby Tessa Grey z Diabelskich Maszyn
Koala: Zamieniła miejscami ? Najgorsze, że zawsze jakaś postać przechodzi przez ciężki okres, którego bym nie mogła w swoim życiu, ale jeżeli bym musiała wybrać wybrałabym  Ally Hanningan z "Ostatniej spowiedzi". Naprawdę podobał mi się jej charakter, mimo ze czasami za szybko podawała się. 

5.) Gorący cydr jabłkowy: która książka jest według ciebie niedoceniana i chcesz, by stała się kolejnym bestsellerem?
Sassy Girl: Zdecydowanie The Desing R.S. Grey. Czytałam książkę w nieoficjalnym tłumaczeniu i jest świetna. Żałuję, że nie jest przetłumaczona na język polski.
Koala: Od razu przychodzi mi "Paragraf 5" Sądzę, ze jest bardzo dobrą książką pełną emocji i pozytywnej energi.

6.) Pumpkin Spice: jaki jest twój ulubiony, jesienny posiłek?
Sassy Girl: Gorąca czekolada z piankami, ale to nie posiłek. Dlatego wybieram lazanie, która kojarzy mi się z jesienią.
Koala: Chyba nie mam jakiegoś ulubionego jesiennego posiłku i to w sumie straszne :O 

poniedziałek, 10 lipca 2017

"Never Never" Colleen Hoover and Tarryn Fisher


 Przeznaczenie to pole magnetyczne przyciągające nasze dusze do pasujących do nas ludzi, miejsc i rzeczy.

Autor : Colleen Hoover and Tarryn Fisher 
Tytuł: Never Never  

(...) ból jest konieczny, bo żeby odnieść sukces każdy musi najpierw nauczyć się walczyć z przeciwnościami losu.

Opis:  I nie pokocham.
Nigdy, przenigdy.
Czasem wspomnienia mogą być gorsze niż zapomnienie. Charlie i Silas są jak czyste karty. Nie wiedzą, kim są, co do siebie czują, skąd pochodzą ani co wydarzyło się wcześniej w ich życiu. Nie znają swojej przeszłości. Pomięte kartki, tajemnicze notatki i fotografie z nieznanych miejsc muszą im pomóc w odkryciu własnej tożsamości.
Ale czy można odbudować uczucia? Czy można chcieć przypomnieć sobie… że ma się krew na rękach? A jeśli prawda jest tak szokująca, że tylko zapomnienie chroni przed szaleństwem? Umysły Silasa i Charlie pełne są mrocznych tajemnic.
On zrobi wszystko, by wskrzesić wspomnienia.
Ona za wszelką cenę chce je pogrzebać.
Nigdy nie zapominaj, że to ja jako pierwszy cię pocałowałem.
Nigdy nie zapominaj, że będziesz ostatnią, którą pocałuję.
I nigdy nie przestawaj mnie kochać.
Nigdy…

Wiem, że to dziwaczne, ale przecież właśnie za to mnie kochasz. Kochasz mnie za to, jak bardzo kocham Ciebie. Bo taka jest prawda. Kocham Cię aż za bardzo. Bardziej niż powinno się kochać.

Opinia:  W końcu przyszła pora na książkę, za która miałam przeczytać już dawno temu i którą polecali mi dużo ludzi.  Byłam ciekawa, co tym razem zaoferuje mi autorka, a przede wszystkim jak wypadnie w duecie z Tarryn Fisher, której twórczości nie miałam jeszcze okazji poznać.
Autorki opisują dwie historie, które się łączą.  Akacja rozgrywa się w Nowym Orleanie, gdzie mieszka Stles i Charlir, którzy tracą pamięć. Nie wiedza nic tylko poszczególne rzeczy. Muszą znowu na nowo poznać siebie jak i innych, a przede wszystkim poznać, dlaczego stracili pamięć i dlaczego nawet nie popamiętają swoich imion. Tak naprawdę poznać co za tym wszystkim stoi. Wiec, co tak naprawdę to spowodowało miłość, rodzinna, intryga ? Tego wam już nie powiem, bo nie chce robić wam spoilerów.
Z początku miałam septyczne nastawienie, gdy przeczytałam parę rozdziałów to nastawienie szybko się zmieniło. Z strony na stronę oczówałam coraz bardziej irytacje tego ze tak naprawdę nie mogę przewidzieć autorki. Ciągłe zapytania i głowienia się powodowały, że musiałam dalej czytać. Tak było strasznie, ponieważ  napaliłam się na końcówkę spodziewając się jakiegoś mega dobrego zakończenia, ale niestety autorki mnie w tym rozczarowały najbardziej. Jest mi z tego powodu przykro, bo mogły to naprawdę dobrze skończyć i przede wszystkim bardziej ciekawie. Ale tak naprawdę końcówkę nam rekompensuje ciekawe przygodę Stlesa i Charli, którzy na nowo się poznają i odkrywają swoje przeznaczenie i intrygi rodziców. Trochę ta ksiązka przypominała mi Romeo i Julie i chyba nie tylko ja to stwierdzę.  
Podsymuwująć całość oczekiwałam czegoś bardziej wow, bo przecież ksiązki Colleen, która zachwyciłam mnie książką „Hopeless” i podbiła moje serce. Chodź Tarryn jeszcze nie poznałam i nie mogłam stwierdzić jak pisze cieszyłam się na tą współprace. Mimo wszystko stwierdzam, że dostałam, co chciałam, romans, tajemnica, dużo akcji i opisów.
Stwierdzam, że mimo tego warto przeczytać.. ba nawet zarwać jedną nockę na przeczytanie tej historii. Gwarantuje wam, że nie da wam wytchnienia oraz zmusza do czytania. Autorki tak manipulują historią, że chce się czytać i czytać. Uważam, że to jest bardzo dobry plus tego.
Tak naprawdę tym, którzy jeszcze nie zdążyli przeczytać „Neper Never” Polecam wszystkim.

 Jestem zbyt pijany Tobą. Nigdy nie tknąłem nawet kropli alkoholu, ale jestem pewien, że tak się właśnie czują pijani.

niedziela, 2 lipca 2017

"November 9" - Colleen Hoover


Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.

Tytuł: November 9

Autor: Colleen Hoover


Kiedy znajdujesz miłość, to ją bierzesz. Chwytasz obiema rękami i robisz co w swojej mocy, żeby jej nie puścić. Nie możesz tak po prostu od niej odejść i oczekiwać, że będzie trwać, dopóki nie będziesz na nią gotowa.



„Kryminał kończy się, gdy zabójca zostaje schwytany. Biografię wieńczy ostatnie słowo o opisywanym życiu. Historia miłosna powinna połączyć zakochanych, prawda? W takim razie to chyba nie jest opowieść o miłości...“

9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…

„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał“.

Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.
Ciało jest po prostu opakowaniem dla prawdziwego daru wewnątrz.


Klimat książek Colleen Hoover czuje się w momencie, kiedy ma się je w dłoni. Towarzyszące uczucie jest wtedy naprawdę niesamowite.

9 listopada to dla Fallon najgorsza data w życiu. Tego dnia parę lat wcześniej pożar zostawił po sobie blizny na jej ciele. Dla Bena również ten dzień nie należy do najlepszych z powodu śmierci swojej matki. Dwójka nieznajomych ludzi przez przypadek spotyka się w restauracji i 9 listopada nie jest już złym dniem.

W wieku osiemnastu lat Fallon spotka się ze swoim ojcem w restauracji, przedstawia mu plan wyprowadzki do Nowego Yorku, krytykuje jego niektóre wybory, gdyż uważa, że to on jest winny blizn szpecących jej skórę. Kiedy wspomina o Broadwayu, reakcja ojca nie jest taka, jaką dziewczyna spodziewała się usłyszeć. W podobny sposób reaguje na wieść o chłopaku córki, który zjawia się nagle przy ich stoliku. Tym chłopakiem jest młody, przystojny Ben, który przysłuchując się z boksu dalej rozmowie dziewczyny z ojcem postanawia uratować ją z opresji.

Fallon była szesnastoletnią dziewczyną, kiedy pożar zniszczył jej pewność siebie oraz szansę na zostanie aktorką. Za każdym razem, gdy wychodzi na miasto zakrywa połowę swojej twarzy, by ludzie nie musieli patrzeć na blizny. Jednak wraz z upływem kolejnych rozdziałów zmienia się w dziewczynę, która chodzi z wysoko uniesioną głową. A to wszystko dzięki Benowi, chłopakowi, którego poznaje właśnie 9 listopada.

Młody pisarz po raz pierwszy jej mówi, że jest piękna i każe jej spełniać swoje marzenia. Wszystko jest na dobrej drodze, no prawie. Fallon tego dnia wyjeżdża do wielkiego miasta, co jest równoznaczne z ich rozłąką. Jednak postanawiają spotykać się przez kolejne pięć lat w dzień rocznicy ich poznania, dopóki dziewczyna nie odnajdzie siebie i będzie pewna zakochania. Jest pewien haczyk - oboje muszą zablokować się na każdym możliwym portalu społecznościowym, by ograniczyć ich kontakt do absolutnego minimum.

Prócz serii Pułapka Uczuć nigdy nie poczułam rozczarowania czytając książki tej autorki. Potrafi wszystkie uczucia, pomysły przelać na papier. Czytając November 9 nie raz śmiałam się przez teksty głównego bohatera, miałam także ochotę płakać, bo Colleen potrafić bardzo dobrze grać na ludzkich uczuciach. Potrafiła też zaskoczyć mnie końcówką, bo nigdy nie podejrzewałabym kto faktycznie odpowiedzialny jest za wzniecenie pożaru.

Z pewnością nie była to ostatnia książka Colleen Hoover, po którą sięgnęłam. Autorka pisze coraz lepiej, dlatego też zachęcam do sięgnięcia po nowsze dzieła.

- Ben. Czy ty... uprawiasz ze mną booksting?- Booksting?- Tak. No wiesz, kiedy seksowny facet rozmawia z dziewczyną o książkach. To jak sexting, tyle że na głos i z książkami zamiast seksu. Nie żeby to miało coś wspólnego z smsami. Dobra, więc pewnie nie ma też nic wspólnego z sextingiem, ale w mojej głowie to miało sens.

sobota, 1 lipca 2017

Podsumowanie czerwca

Koala
Witam was w tym gorącym klimacie. Oficjalnie zaczęły się wakacje i pewnie wiele z was cieszy się na nie. Jak planujecie spędzić najbliższe paręnaście dni wolnego ? Jakieś wyjazdy ? Czy może jednak zacisze swojego domu i dobra książka ? Ja osobiście stawiam na dwie opcje polowa tego połowa drugiego <3

Sassy Gilr
Każdy ma w swoim życiu okres zawahania, teraz trafił mnie. Kocham tego bloga, kocham recenzować książki, zachęcać was do nich. Jednak mam chwilę zawahania czy te recenzje faktycznie są dobre, czy może sobie to wszystko odpuścić. Mam do napisania praktycznie 7 zaległych recenzji nawet więcej, a moja chęć do napisania ich błądzi w czasoprzestrzeni. Mam nadzieję, że jak wrócę do domu po urlopie to ta chęć się znajdzie. Na chwilę obecną mogę tylko powiedzieć, jeśli ktoś chce porozmawiać na temat tych książek to chętnie odpisze prywatnie.

                                          Na dzień dzisiejszy mamy: 
74 obserwatorów
7243 wyświetleń
54 notek opublikowanych


Sassy Gilr:
1. „Zły Romeo” – 400 stron
2. „November 9” – 320 stron
3.  „We władaniu północy” – 329 stron
4. „Wszystko, co w Tobie kocham” Samantha Young- 300 stron
5. „Mleko i miód” Rupi Kaur – 204 strony
6. „Kissing Orion” Amber Kell – 99 stron
7. „Confess” Colleen Hoover - 304 strony

8. „Ugly Love” Colleen Hoover – 344 strony
Razem: 2300 stron

Koala:
1. "MechanicznaKsiężniczka" – Cassandra Clare  418 stron
2. "Never Never" - Colleen Hoover, Tarryn Fisher 383 stron
Razem: 801 stron

czwartek, 22 czerwca 2017

"Mechaniczna księżniczka" Cassandra Clare



Tytuł: Mechaniczna księżniczka
Autor: Cassandra Clare 
Cykl: Diabelskie Maszyny 



Pamiętam co mi kiedyś powiedziałaś. Że słowa mają moc zmieniania nas. Twoje mnie zmieniły, Tess. Uczyniły mnie lepszym człowiekiem. Życie to książka i są w niej tysiące stron, których jeszcze nie przeczytałem. Przeczytam je razem z tobą, ile się da, zanim umrę...


Mroczna sieć zaczyna się zaciskać wokół Nocnych Łowców z Instytutu Londyńskiego. Mortmain planuje wykorzystać swoje Piekielne Maszyny, armię bezlitosnych automatów, żeby zniszczyć Nocnych Łowców. Potrzebuje jeszcze tylko ostatniego elementu, żeby zrealizować swój plan. Potrzebuje Tessy Gray, Charlotte Branwell, szefowa Instytutu Londyńskiego, rozpaczliwie stara się znaleźć Mortmaina, zanim ten zaatakuje. Ale kiedy Mortmain porywa Tessę, chłopcy, którzy roszczą sobie równe prawa do jej serca, Jem i Will, zrobią wszystko, żeby ją uratować. Bo choć Tessa i Jem są zaręczeni, Will jest zakochany w niej jak zawsze.

-Pytałeś mnie, jak, będąc nieśmiertelnym, przeżyłem tyle śmierci. Nie ma w tym wielkiego sekretu. Po prostu wytrzymujesz to, co jest nie do zniesienia.


Nareszcie znalazłam czas i przeczytałam ostatnią część z cyklu mechaniczne maszyny. Naprawdę jestem pod wielkim, szczerym wrażeniem i oczywiście jestem mega szokowana tym, że musze się pożegnać z tymi wszystkimi bohaterami, które mnie tak urzekły i z którymi tak bardzo się przez ten czas żyłam. To smutne, że ta historia się już skończyła i pisząc tą recenzje targają mną straszne emocje.
I naprawdę nie wiem, co teraz ze sobą zrobię. To był dobry wyciskacz łez i myślę, że nigdy nie pozwolę zapomnieć o tych bohaterach, którzy z każdą częścią zmieniali się.
 Na samym początku cyklu poznajemy Tesse, która jest samotna i po śmierci ciotki przyjeżdża do Londynu w poszukiwaniu swojego brata.
Poznajemy również Willa dzielnego, beztroskiego, zamkniętego w sobie, czasami chamskiego chłopca. Oraz Jem, który jest chory i słaby. Widzimy również Charlotte, która stawia swoją „rodzince” ponad wszystko, oraz Henrego jej męża wiecznie siedzącego i majsterkującego Jassie, która pogubiła się oraz Sophie, która posiada w sobie dużo zrozumienia. 
A teraz po tych wszystkich częściach ci bohaterowie zdecydowanie się zmieniają, Tessa już nie jest zagubioną osobą, silna i niezależna, Willa, który pokonał walkę, okazujący dobroć, miłość, którą tak bardzo tłumił w sobie. No i oczywiście Jem w końcu szczęśliwy. Myślę, że oni najbardziej się zmienili. Każdy z nich musiał tak dużo przejść, by być szczęśliwym, by móc myśleć, że zasługuje na szczęście, zbyt dużo.
Autorka spisała się na medal. Tej książce nie brakuje poczucia humorów, przepiekanych i naprawdę prawdziwych opisów Londynu, zaskakująca, pełna emocji, szczęścia i smutku, gniewu czy zaskoczeniu. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona fabułą, a już z pewnością zakończeniem, które powaliło mnie na kolana.
Autorka świetnie poradziła sobie z wątkiem miłosnym, chyba nikt nie powinien być zawiedziony. Wątek Jema był szokujący, ale bardzo dobrze przemyślany, ale jednak to wątek z Williamem urzekła mnie najbardziej do końca serii, było mi go czasem strasznie żal, i byłam szczęśliwa z jego szczęścia. Historia miłosna Willa i Tessy była wspaniała, wzruszająca i romantyczna.
Oprócz wątku miłosnego mogliśmy znaleźć w tej serii wszystko, wspaniałą przyjaźń, której nie pokona nawet śmierć. Myślę, że to jest coś pięknego ile możemy znaleźć w tej książce tak wspaniałych rzeczy.
Cóż mogę jeszcze powiedzieć ? Chyba tyle, że pragnę bić brawa dla autorki za tak wspaniałą trzecią cześć tej trylogii.
To trzeba przeczytać. Nie da się opisać tej części, ani tej trylogii słowami.

Życie to niepewna sprawa, dlatego chce się zapamiętać z niego pewne chwile, wyryć je w umyśle, żeby później wyjąć wspomnienie jak zasuszony kwiat włożony między kartki książki i ponownie się nim rozkoszować.


Recenzje pozostałych części: część 1, część 2  

piątek, 9 czerwca 2017

"Zły Romeo" - Leisa Rayven



Bo to opinia, nie fakt, i może dla ciebie są różowe, bo masz nierówno pod sufitem. Twoja opinia nie musi być prawdziwa dla nikogo poza tobą. Przestań wreszcie wychodzić ze skóry, żeby zadowolić wszystkich wokół, i zacznij mówić, co myślisz.

Tytuł: Zły Romeo
Autor: Leisa Reyven
Cykl: Starcrossed


Jeśli spojrzymy na listę dziesięciu największych ludzkich lęków, na której strach przed publicznymi występami zajmuje drugie miejsce. Znajdują się na niej również strach przed porażką, odrzuceniem, zaangażowaniem czy intymnością, które także mają odniesienie do aktorstwa.


Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak „zły Romeo” złamał „Julii” serce...

Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat...
Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?


– Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś: „Nie da się odnaleźć miłości tam, gdzie jej nie ma, ani ukryć jej tam, gdzie naprawdę istnieje”. Pomyśl o tym.
Nigdy nie przepadałam za Romeo i Julią, po prostu uważałam tę historię za przereklamowaną. Sięgając po „Zły Romeo”, nie spodziewałam się czegoś lepszego. 

Cassie i Ethan zostali połączeni w parę na przesłuchaniach do Grove. Już w tamtym momencie złapali ze sobą kontakt, a gdy przeszli dalej – więzi między się zacieśnił. Jednak przyjaźń damsko-męska nie może istnieć, jeśli jedna ze stron pała pożądaniem do drugiej. Do tego wszystkiego dostają główne role w „Romeo i Julii”. Czy miłość w dramacie może przenieść się do miłości w realistycznym świecie? 

Cassie była nastolatką, która miała wymagających rodziców, których próbowała uszczęśliwić Jednak to dzięki swojej matce i nieśmiałości trafiła na zajęcia teatralne, które pokochała. Dlatego też chciała zostać aktorką, a egzaminy do Grove miały jej to zapewnić. Dziewczyna posiadała manię – chciała, aby wszyscy ją lubili. Nieważne, jaką idiotkę musiała z siebie zrobić, czy też ukrywała własne zdanie, by nie wyróżniać się na tle innych. Tylko przy jednej osobie była tak naprawdę sobą – Ethanie. 

Ethan to zamknięty w sobie chłopak, który już trzeci raz był na egzaminach. To dzięki partnerstwu z Cassie udało mu się zdać. Na uczelni nie miał za dużo przyjaciół, może jednak nie chciał ich. Zawsze wychodził z sali jako pierwszy, drugie śniadanie jadł w samotności. Tylko jedną osobę dopuszczał do siebie – Cassie. 

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że autorka miała bardzo dobry pomysł. Książka była podzielona na momenty obecne i sprzed sześciu lat, przez co mogliśmy poznać dobrze wykreowanych bohaterów. Jednak odczułam wrażenie, że główna bohaterka patrzyła na Ethana wyłącznie przez pożądanie, pisała o tym, śniła. To było dosyć dziwne w pewnym momencie, lecz nadal stała na swoim i nie była zaślepiona chłopakiem. Co mi się spodobało, bo potrafiła myśleć przejrzyście. Mimo kiepskiego nastawienia do brunetki polubiłam ją, tak samo, jak Ethana. 

Niektóre cytaty w książce mnie zachwycały, jednak książka nie zrobiła na mnie takiego dużego wrażenia. Miło się ją czytało po prostu.

– Czasami otaczamy się murem nie tylko po to, by nie dopuszczać do siebie innych, ale i po to, aby się przekonać, komu zależy na nas na tyle, by zechciał go zburzyć.


– Moja droga Cassandro, czasami nie warto naprawiać tego, co zepsute. Lepiej zacząć od początku i zbudować coś nowego. Lepszego.

– Trzy lata zajęło mi zrozumienie, że niewypowiadanie tego słowa wcale nie pomaga mi zaprzeczyć temu, co czuję. To, czy cię kocham czy nie, nie zależy od słów. Tak po prostu jest.

– Chyba właśnie dlatego szkło wydaje mi się tak fascynujące. Zdaje się niezwykle kruche, a jednak jest w stanie przetrwać wiele lat, nawet naznaczone rysami i pęknięciami.

sobota, 3 czerwca 2017

"Kropla Życia" Oliwia Tybulewicz


Tytuł: Kropla Życia
Autor: Oliwia Tybulewicz


Wioletta pracuje jako kelnerka w Lunie, pubie tłumnie odwiedzanym przez istoty nadprzyrodzone, bezwstydnie kradnące wszystko, co się da i pod byle pretekstem wszczynające bójki. Pewnego dnia w wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności wchodzi w posiadanie eliksiru należącego do wpływowej wampirzycy, hrabiny Kraus. Kierowana ciekawością, postanawia go wypróbować i w efekcie następnego ranka budzi się z potwornym bólem głowy i amnezją, ale za to bez bezcennej fiolki. Wiedząc, że prędzej czy później dołączy do grona podejrzanych, dziewczyna rozpoczyna wyścig z czasem. Po drodze przyjdzie jej stawić czoła nie tylko wampirzym klikom, niesfornym klientom pubu i skrzyżowaniu psa z krokodylem, ale także, co gorsza, próbującej za wszelką cenę wyswatać ją mamie.

Czy Wioletcie uda się na czas odzyskać pamięć i fiolkę? A może przy okazji odnajdzie coś o niebo cenniejszego?

***

Główna bohaterka - Wioletta pracuje jako kelnerka w Lunie, pubie dla istot nadprzyrodzonych. Bójki są tam na porządku dziennym, tak samo, jak częste wymienianie lustra, do tego kradzieże różnych rzeczy, które zostają zwracane po pewnym czasie. Tak, to miejsce jest dziwne, a zarazem ekscytujące. Kiedy dziewczyna w swoje ręce dostaje eliksir, który należy do wampirzej hrabiny, wszystko zaczyna się zmieniać. Na drugi dzień, po wypróbowaniu go, budzi się z amnezją i brakiem fiolki. Zaczyna poszukiwania, a w międzyczasie próbuje też odwodzić własną matkę od swatania. Do tego wszystkiego w jej życie wchodzi chłopak - Artur.

Wioletta jest osobą pełną dystansu do siebie, zorganizowaną, posiadająca zimną krew w momencie zagrożenia, ale też jest lekkomyślna. Przykładem tego jest wypicie eliksiru, który został stworzony dla wampirów. Myślała, że kły jej wyrosną lub będzie jej smakowała ludzka krew? Tym zachowaniem bohaterka mnie irytowała i nie raz miałam ochotę jej coś zrobić. Jednakże podobało mi się zachowanie zimnej krwi przy bójkach w pubie, gdzie nie panikowała, krzyczała czy jakoś inaczej reagowała, po prostu chowała się pod kontuar i przeczekiwała.

Mam jakiś sentyment do postaci pobocznych tutaj, w pewnym sensie intrygowały mnie one. Jedną z takich postaci jest Czaruś wilkołak, który pragnął być wampirem i szczerze chciałabym go poznać lepiej. Tak samo, jak Tami, przyjaciółkę głównej bohaterki.

Bardzo podobał mi się styl autorki, który, jak na dopiero co debiut książkowy, jest dobry. Do czego mogłabym się przyczepić: to, że czytelnicy zostają wrzuceni na głęboką wodę. Wprowadzenie jest tym, czego mi brakuje tutaj oraz opisu danych ras. Były minimalne opisy, jednak chciałabym poznać ich bardziej, ich miejsce zamieszkania, niektóre zachowania. Może to wydaje się głupie, ale jest interesujące. Nie zabrakło też tutaj dawki humoru np. fragmenty bójek są dość zabawne i przywołują uśmiech na mojej twarzy.

Co mnie zdziwiło w książce to to, że wątek miłosny Wioletty i Artura spadł na dalszy plan. Nie przeszkadzało mi to jednak w dalszym czytaniu.

Podsumowując. Książka jest dobra, dzięki stylowi pisania autorki w miarę szybko się ją czyta. Jest to jedna z lekkich lektura na jeden, góra dwa dni.

Za możliwość przeczytania dziękuje autorce. 

czwartek, 1 czerwca 2017

Podsumowanie maja

Witajcie kochani :D  Maturę już mam za sobą teraz czekać na wyniki. I  w końcu mamy ukochane wakacje i najdłużej w swoim życiu, a co za tym idzie więcej czasu na czytanie książek. 

Na dzień dzisiejszy mamy: 
70 obserwatorów
6 814 wyświetleń
47 notek opublikowanych

Nie wiem jak Sassy chodź pewnie też jesteśmy zadowolone z takich wyników. Pamiętam jeszcze to gdy zaczynaliśmy i tworzyliśmy razem tego bloga.

Sassy Gilr:
1.) "Klątwa przeznaczenia" - Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka - 812 storn
2.) "Zakazane życzenie" - Jessica Khoury  - 352 stron
3.) "Chłopak z sąsiedztwa - Kasie West - 350 stron 
4.) "Kropla Życia" - Oliwia Tybulewicz - 243 stron
5.) "Coś o tobie i coś o mnie" - Julie Buxbaum - 304 stron
Razem 2061 stron 

Koala:
1.)  "Urodzona o Północy" - C.C. Hunter - 365 stron 
Tylko jedna książka w maju a to za sprawą cudownej matury, która nie jest taka cudowna. 

niedziela, 28 maja 2017

"Urodzona o północy" - C.C. Hunter



To niesamowite, jak zmienia się spojrzenie na wiele spraw, gdy się dowiadujesz, że może nie jesteś człowiekiem.
Tytuł: Urodzona o północy 
Autor: C.C. Hunter
Cykl: Wodospady Cienia 

Życie Kylie Galen zdaje się walić w gruzy. Umiera jej ukochana babcia, rzuca ją chłopak, jej rodzice się rozstają, a w dodatku ciągle widuje dziwną postać, której nikt poza nią zdaje się nie zauważać… Pewnego wieczora Kylie Galen ląduje na nieodpowiedniej imprezie z nieodpowiednimi ludźmi i to zmienia jej życie na zawsze. Matka wysyła ją do Wodospadów Cienia – na obóz dla trudnej młodzieży. Sformułowanie „trudna” jednak niezupełnie określa jej współobozowiczów. Okazuje się, że wraz z nią mieszkają tu wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni, czarownice, elfy i inne nastolatki o ponadnaturalnych zdolnościach. Nikt nie wie jednak, jakie umiejętności ma Kylie… Jakby życie nie było wystarczająco skomplikowane, na scenie pojawiają się Derek i Lucas – półelf i wilkołak, którzy zajmują znaczące miejsce w życiu i sercu Kylie.

To jest problem z miłością. Nawet jeśli coś wygląda jak kaczka, kwacze jak kaczka i pachnie kaczka, to jeśli się z tym prześpisz przez miesiąc albo zostaniesz porzucona przed ołtarzem, zaczyna śmierdzieć jak skunks.

Tą książkę wzięłam od koleżanki gdzieś pod koniec stycznia i do tej pory kurzyła się u mnie na półce jak wiecie nie miałam za bardzo czasu na jakiekolwiek czytanie z powodu przygotowania do matury, ale już jestem po wiec jest czas na ksiązki :D
Głowna bohaterka to 16-letnia Kylie, której dotyka problemy rozdziane, a mianowicie rozwód rodziców oraz trudne relacja z jej mamą. Do tego wszystkiego widuje Żołnierza, którego nikt nie widzi oprócz niej. Na wakacje trafia do Wodospadów Cienia. Osoby, które są na nim dziewczyna nazywa dziwolągami. Jednak gdy dowiaduje się o istnieniu osób nadnaturalnych  z czasem zmienia o nich zdanie. Bohaterka próbuje wszystkim udowodnić, że jest normalnym człowiekiem, że nie jest ani wilkołakiem, ani wampirem, ani elfem, czy czarownicą, czy nawet zmiennokształtnym. Do tego wszystkiego dochodzi poznanie przystojnego i pomocnego półelfa Dereka, który strasznie przypomina jej byłego chłopaka, oraz  poznaje tajemniczego wilkołaka Lucasa  poznanego już w dzieciństwie, którego oskarża o straszne rzeczy. Jak się można domyśleć powstaje wątek miłosny i problem bohaterki, którego z chłopaków lubi bardziej. Iż Derek zdobył moje serce i jestem w jego drużynie, wiem, że na 99 procent Kylie będzie z Lucasem. I to mi się nie podoba :P
Tak jak wspominałam pożyczyłam książkę od koleżanki i z góry wiedziałam, że początek książki jest naprawdę nudny i tak było. Rozdziały były takie krótkie i bardzo mnie osobiście męczyły. Powodowały u mnie niechęć do dalszego czytania, ale z biegiem akcji książka się powoli rozwinęła i wciągnęła.
Mam bardzo mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Jak każda lektur ma plusy i minusy. Dużym plusem jaki mi się podobał było przejrzyste i zrozumiałe opisy bohaterów. Mogliśmy poznać każdą osobę z osobna dowiedzieć się o nim troszkę i może przywiązać się do jakiegoś bardziej.
Czy Autorka potrafi zaskoczyć ? Hm.. myślę, że niektórymi wątkami mnie zaskoczyła. Szczególnie z tajemniczym duchem Żołnierzem. Przedstawia również interesujące istoty nadnaturalne, opisy miejsc oraz wydarzeń pobudzają wyobraźnię, a całość utworu wywołuje masę przeróżnych emocji. I to jest przede wszystkim plus dla autorki.
Książka to dopiero pierwsza cześć i jak dla mnie naprawdę długo się rozwijała i dopiero pod koniec się to wszystko rozkręciło. Myślę, że chyba miało to na celu zachęcenie czytelników do sięgnięcia następnej części, ponieważ tak naprawdę to nic się nie rozwiązało.  

Czy polecam książkę ? Uważam iż, że jest to lekka lektora, w której trzeba się uzbroić z cierpliwością na rozwiniecie akcji. 

Mężczyźni. Nie można z nimi wytrzymać. Ale bez nich jest nudno

środa, 24 maja 2017

"Zakazane życzenie" - Jessica Khoury





Miłość nigdy nie jest zła. I tak jak powiedziałaś nie jest wyborem. Ona po prostu się wydarza, a my jesteśmy wobec niej bezradni. 
Tytuł: Zakazane życzenie
Autor: Jessica Khoury

Nie można wybrać swojego losu, ale można wybrać, kim staniemy się za jego sprawą.


Opowiedziana na nowo baśń tysiąca i jednej nocy.

Ona jest potężnym dżinnem. On złodziejem z ulicy. Połączyła ich pradawna magia. Kiedy Aladyn odnajduje magiczną lampę, Zahra zostaje przywrócona światu, którego nie widziała od pięciuset lat. Ludzie i dżinny pozostają w stanie wojny, więc aby przetrwać, musi ukrywać swą tożsamość. Przybierając różne kształty, będzie trwać przy swoim nowym panu aż do czasu, kiedy ten wypowie swoje trzy życzenia. Wszystko się komplikuje, gdy Nardukha, potężny król dżinnów, oferuje Zahrze szansę całkowitego uwolnienia od magii lampy. Uratowanie siebie oznacza jednak zdradzenie Aladyna – człowieka, w którym Zahra… zakochała się wbrew sobie.

Teraz musi podjąć dramatyczną decyzję: wybrać między wolnością a uczuciem – zakazanym, lecz silniejszym niż wszystko, co znała do tej pory. Skrywane przez stulecia tajemnice, baśniowy świat skrzący magią, niebezpieczeństwo i miłość wbrew wszelkim zasadom.

Czyż bowiem nie poucza poeta, że jeden przyjaciel od serca cenniejszy jest od dziesięciu tysięcy wielbłądów dźwigających złoto i drogie kamienie.

Prawdopodobnie każdy zna baśń o Aladynie lub oglądał Aladyna stworzonego przez Disneya. Osobiście lubię tę bajkę, więc nic dziwnego, że książka trafiła w moje ręce.

Zahra jest dżinem uwięzionym w lampie od tysięcy lat. Kiedy magiczny pierścień prowadzi Aladyna do lampy, Zahra widzi szanse na wolność pierwszy raz od wielu lat. Po wzięciu lampy, ruiny Neruby powoli zaczynają się zapadać, a dwójka bohaterów wydostaje się na zewnątrz. Jednak wcześniej dżin informuje Aladyna, że może spełnić jedynie jego trzy życzenia. Jak Aladyn je wykorzysta? Czy wypowie zakazane życzenie? A może istnieje coś o wiele potężniejszego od miłości?

Zahra jest postacią, której raczej nie da się nie lubić. Ma pozytywną osobowość z „małymi uszczerbkami” przykładem jest drugie życzenie chłopaka, za którym idzie wykonanie jej zadania. Mimo wszystko ma wyrzuty sumienia, że go wykorzystała, tak jak oskarża się o to, co się stało z Habibo. Dlatego też nie przyjmuje do wiadomości, że może jeszcze kogoś pokochać.

Aladyn to siedemnastoletni złodziejaszek, któremu zamordowano rodziców. Jego najważniejszym celem jest chęć zemsty na mordercy jego rodziców. Myślę, że Aladyn skradł niektóre serca czytelniczek. Co się dziwić? Był uroczy, zabawny, przystojny, nie raz lekkomyślny.

Autorka miała ciekawy pomysł, który udało się jej zrealizować. Z przyjemnością czytałam historię tej dwójki, sięgając cały czas po więcej. Oczywiście były też momenty, które mogłabym czytać cały czas, jednym z takich momentów jest fragment, gdzie próbują ukraść fajkę. Scena ta zapewniła mi wiele śmiechu. Do tego wszystkiego okładka, która zdobyła moje serce. Nie ma miliona rzeczy na niej, ale jest piękna.

Z całego serca mogę ją wam polecić, bo to nie jest zwykła lektura, o której zaraz się zapomina.

Jest tylko jedna rzecz liczniejsza od gwiazd [...]. A jest to mrok, który je nosi.

środa, 17 maja 2017

"Klątwa przeznaczenia" - Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka


Teraz, gdy kobieta kryje twarz w koszuli na jego piersi, wydaje mu się tak krucha i bezbronna, że nawet i bez przysięgi złożonej Arcymistrzowi byłby bez wahania gotów bronić jej przed każdym niebezpieczeństwem.

Tytuł:  Klątwa przeznaczenia 
Autorki:  Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka

Nigdy nie doświadczył miłości, nigdy nikogo nie kochał.
Arienne, młoda czarodziejka, szukając schronienia przed grożącym jej niebezpieczeństwem, postanawia zaufać Przeznaczeniu. Uzbrojona jedynie w magiczne umiejętności oraz kobiecą intuicję i spryt, przybywa do Czarnej Twierdzy, siedziby Związku- bractwa rządzonego twardą męską ręką, gdzie nie ma miejsca dla inteligentnych, uzdolnionych kobiet, takich jak ona. Zmuszona znosić liczne upokorzenia ze strony bezwstydnych Związkowców Arienne wchodzi pod protektorat jednego z najsilniejszych i najgroźniejszych z nich. Nie spodziewa się jednak, że za sprawą intrygującego, czarnowłosego mężczyzny cały jej plan się skomplikuje, zaś Los wyznaczy im wspólną misję.



Debiut książkowy, świadczy o tym czy będziemy czytać kolejne książki danego autora lub autorki oraz o tym czy książka jest dobra czy zła.

Raviolline jest siedzibą związkowców, gdzie szkoleni są mężczyźni w mniejszym stopniu kobiety. Płeć żeńska jest traktowana jak przedmiot seksualny przez wielu mężczyzn, chyba że jest się Milady jednego z Dwunastki Mistrzów. Dlaczego, więc Arienne przybywa do miejsca pełnego zasad, złego traktowania tylko po to by się ukryć przed złem?

Arienne jest szesnastoletnią czarodziejką, która pochodzi z Salamastru oraz można powiedzieć, że wywodzi się ze szlachetnego rodu. Kiedy zostaje przekazana w ręce Caris wie o związku tylko tyle, by wiedzieć, że nie chce przebywać w tym miejscu. Chwilę po przybyciu już wiem, że nie tak łatwo będzie jej przetrwać. Caris żeby ułatwić jej życie proponuje dziewczynie by została Milady. Tak też się staje, zostaje naznaczoną Lwem Mistrza Walk – Severo.

Pierwszą rzeczą, którą mam ochotę napisać to WOW. Zazwyczaj nie sięgam po książki polskich autorów, bo myślę, że poczuję się rozczarowana. Do tego też dziwnie się czuję czytając np. o Warszawie itd. Dlatego jestem mile zaskoczona debiutem dwóch przyjaciółek, które napisały 800 stronnicowy tom, który zachwyca.

Główne postacie intrygowały mnie cały czas, a szczególnie relacja między nimi. Arienne i Severo to dwa różne światy ona – krucha, goniąca do celu, lekko uparta; Severo – groźny, nieprzewidywalny ze swoją mroczną stroną. Jednak są też rzeczy, które łączą te dwójkę, jedną z nich jest taniec. Autorki w szczególny sposób ukazały romans między tą dwójką.

Jedynym minusem są przeskoki między jedno- i trzecio osobową narracją i trudno się w tym połapać. Jednak po pewnym czasie da się do tego przyzwyczaić.

Podsumowując książka jest zaskakująca, wciągająca w świat pełen intryg, magii. Jeśli raz się do niej przysiądzie trudno się od niej oderwać. Autorki bardzo dobrze wykonały swoją pracę.


Nawet nie wiecie jak się cieszę, że udało mi się napisać tą recenzję.
Za możliwość przeczytania dziękuje autorkom!

niedziela, 30 kwietnia 2017

Podsumowanie kwietnia



Witajcie. Kwiecień był dość dziwnym i zabieganym miesiącem pod każdym możliwym względem. Zakończenie roku szkolnego, Koala siedziała (siedzi) i nadal robi matury z matmy, ja jeszcze parę dni wolnych i do pracy, do tego wszystkiego remont. Jak widać warunki do czytania każda z nas miała słabe i Koali nie udało się nic przeczytać, ja jednak coś przeczytałam. Jednak przeczytać to okej, ale napisać recenzję z tym już trochę gorzej.

W tym miesiącu przeczytałam:
1. "Kochając pana Danielsa" Brittainy C. Cherry - 432 strony
2. "Margo" Tarryn Fisher - 320 stron
3. "Demony. Grzech pierworodny" Lisa Desrochers - 357 stron
4. "Art & Soul" Brittainy C. Cherry - 432 strony

Jak widać wyniki są słabe, może w następnym miesiącu będą lepsze. Tak samo jak recenzje, jak widać mam dwie zaległe, jednakże do drugiej części Demonów ona się nie pojawi, bo jest nieco gorsza niż pierwsza część. "Art&Soul" mam nadzieję, że pojawi się na dniach,

Zaczytanego maja! 

wtorek, 18 kwietnia 2017

"Margo" Tarryn Fisher


Smutek to emocja, której możesz zaufać. Jest silniejszy niż wszystkie inne. Przy smutku radość wydaje się chwilowa i niepewna. Smutek trwa dłużej, jest trwalszy i z taką łatwością zastępuje pozytywne uczucia, że nawet nie poczujesz zmiany, gdy znajdziesz się w jego okowach.
Tytuł: Margo
Autor:Tarryn Fisher

– Nie, marzenia nigdy nie są bez sensu. Marzenia to plany; dzięki nim twoje serce zaczyna bić, a kiedy zacznie, zaraz za nim podąża głowa.
W Bone jest dom.
W domu mieszka dziewczyna.
W dziewczynie mieszka ciemność…

Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą.

Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judah – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała.

Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.

Najbardziej brutalna prawda to ta o nas samych.

– Nie pozwól, by nienawiść cię zniszczyła. Inaczej stracisz duszę.
                „Margo” to książka o której było dosyć głośno jakiś czas temu. Nie przepadam podążać za tłumem, więc to prawdopodobnie dlatego przeczytałam ją dopiero teraz. Z Tarryn Fisher spotkałam się wcześniej w „Never Never”, jednak trudno było mi odróżnić co napisała ona, a co Collen Hoover. Dlatego cieszę się, że mogłam sięgnąć po tą historię.

                Okładka książki jest czarno – biała, z elementami czerwonego. Przedstawia ona dziewczynę, a zamiast jej górnej części twarzy jest plątanina linii, które dają wizerunek mętliku w głowie.

                Bone to miasteczko w którym żyją ćpuny, dilerzy, samotne matki, a wokół tych ludzi mieszka Margo. Nastoletnia dziewczyna, która nazywa swój dom pożeraczem, musi patrzeć na to jak ten dom opuszczają nieznajomi mężczyźni przychodzący do jej matki, która traktuje ją jak służącą czy w niektórych momentach po prostu jak powietrze. Nie ma wysokiego mienia o siebie. Jednak myślę, że nikt by nie miał mając taką lub podobną matkę, która traktuje swoje dziecko tak jak traktowana była Margo. Jednak zmienia się to kiedy poznaje Judaha Granta.

                Judah Grant jest chłopakiem z sąsiedztwa, który jeździ na wózku. Jest on dość pozytywną osobą, która mimo swojej niepełnosprawności potrafi sobie z tym poradzić i widzi tego lepsze strony.  To właśnie dzięki niemu Margo zmienia widzenie na otaczający ją świat oraz to, że chce coś zrobić ze swoim życiem.

                Szczerze myślałam, że głównym wątkiem będzie miłość pomiędzy głównymi bohaterami. Jednak po tym, gdy siedmioletnia dziewczynka zniknęła, wykreśliłam swoją pierwszą opcję, a po kolejnych zbrodniach wykreśliłam też inne.

Z każdą zbrodnią odkrywamy coś nowego, co nas wmurowuje lub nas zadziwia, bo wszystko jest inaczej niż myśleliśmy. Taką rzeczą jest np. Margo, która jednak ma uczucia, przeżywa ból, cierpienie czy kocha. Jednak też z drugiej strony okazuje się bezlitosna, bez wyrzutów sumienia z powodu tego co robi.

                Świeżo po przeczytaniu mogę powiedzieć, że podziwiam tą autorkę. Wybrała sobie temat nie łatwy, spowodowany sześciominutowym filmikiem na youtubie, gdzie kobieta bije swoje własne dziecko. To właśnie dlatego Tarryn stworzyła Margo, gdzie wspomniała o tym w tekście po epilogu. Kobieta potrafiła dobrze manipulować naszymi umysłami, poruszyć wątek relacji matki z dzieckiem. Bardzo dobrze też ukazała świat według Judaha i Margo. Osoby chorej i zdrowej, które mają całkowicie inny pogląd na świat. Coś co na pewno mnie zaskoczyło w książce to zakończenie, które daje do myślenia.

                Zachęcam do zapoznania się z „Margo”. Książka daje dużo do myślenia oraz znajdzie się w niej naprawdę dużo wartościowych cytatów. Też zachęcam do zapoznania się z tekstem po epilogu, gdzie Tarryn mówi o tym dlaczego napisała tą książkę.

  To dlatego, że ludzie są zbudowani do życia z cierpieniem. Słabi ludzie pozwalają, by ból ich dusił, doprowadzając do powolnej, emocjonalnej śmierci. Silni ludzie wykorzystują ból, Margo. Używają go jako paliwa.
Żeby być naprawdę szczęśliwą, musisz tego chcieć. Choćby życie ci się skomplikowało, musisz zaakceptować to, co się stało, porzucić ideały i nakreślić nową mapę prowadzącą do szczęścia. 
Jeżeli masz depresję bez powodu, osądzają cię. 

sobota, 15 kwietnia 2017

"Kochając pana Danielsa" Brittainy C. Cherry


Kim chce pan być, gdy pan dorośnie? Ponieważ dorastanie nigdy się nie kończy, a marzenia rzadko gasną.

Tytuł: Kochając pana Danielsa
Autor: Brittainy C. Cherry

- Bo udawanie szczęścia to niemal jego odczuwanie. Przynajmniej póki nie przypomnisz sobie, że to tylko pozory. Wtedy jest smutno. Naprawdę smutno. Bo noszenie na co dzień maski jest bardzo trudne. A po jakimś czasie jesteś trochę przestraszony, bo maska staje się twoją częścią.
To historia wielkiej miłości. Takiej, która zdarza się wtedy, gdy na swojej drodze spotkasz prawdziwą bratnią duszę. Mężczyznę, którego śmieszy to, co bawi ciebie. Mężczyznę, który mówi to, co sama chcesz powiedzieć, który myśli jak ty.
Ja spotkałam pana Danielsa. Chociaż wiem, że nasza miłość nie miała prawa się wydarzyć, nie żałuję ani jednej chwili.
Nasza historia to nie tylko opowieść o miłości. Opowiada także o rodzinie. O stracie. O byciu żywym. Jest pełna bólu ale także pełna śmiechu. To nasza historia.
Z tych wszystkich powodów nigdy nie przeproszę za to, że kochałam pana Danielsa.

Ludzie nie są stworzeni, by być idealni, Danielu. Potrafimy psuć, pierniczyć i uczyć się nowych rzeczy. Nasza natura jest doskonale niedoskonała.

 Kiedy prawie wszyscy poznali twórczość Brittainy C. Cherry, ja byłam w erze dinozaurów. Niedawno z niej wracając stwierdziłam, że trzeba przeczytać jakąś książkę tej autorki i zobaczyć czym ludzie się tak zachwycają. Tak oto „Kochając Pana Danielsa” trafiło na mój czytnik. 

Historia ta opowiada o dwójce ludzi okropnie potraktowanych przez los. Ashlyn Jennings straciła bliźniaczkę, matka nie zwracała na nią uwagi, a wisienką na torcie jest przeprowadzka do ojca, który miał ją w poważaniu przez wiele lat. Jedynym plusem jest to, że to dzięki tej przeprowadzce poznała Daniela Danielsa. Daniel stracił najpierw matkę, potem brata, a na końca ojca. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że widział jak te osoby odchodzą. 

To co mogę powiedzieć o Ashlyn to, to że jest osobą, która potrafi sobie poradzić z tym całym „bałaganem”. Zdarzały się jej łzy, ale to oznacza, że ma uczucia i w stu procentach jest człowiekiem. Może to właśnie dlatego tak bardzo polubiłam jej postać. Od poznania Daniela mogliśmy zaobserwować zmiany w niej samej. Daniel Daniels (Nie jak Jack Daniels!) Gra w zespole, uczy, a przede wszystkim jest sobą. Z początku wydaje się być intrygującą osobą, ale po pewnym czasie to przemija. 

Po przeczytaniu tej książki wiem czemu ludzie tak bardzo zachwycają się nad twórczością C. Cherry. Książka jest genialna to jedyne słowo, które ciśnie mi się na usta. Chociaż z relacją jaką łączyła Daniela i Ashlyn spotkałam się nie po raz pierwszy. 

Autorka wybrała dość trudny temat do napisania, nie ze względu na wątek miłosny, lecz ze względu na wątek cierpienia po stracie bliskich osób. Podoba mi się to, że autorka nie zrobiła z Daniela „złego chłopca”, który czyta Szekspira. Tak oto mogę potwierdzić, że Daniel Daniels jest typowym mężczyzną, bez żadnych gangów, narkotyków, masochistycznych zabaw w łóżku. Wspomnę też o Hayley i Ryanie. Rodzeństwo, które po prostu uwielbiam, to też dzięki nim Brittainy wprowadziła ciekawe wątki np. o nietolerancji. 

To co mi się nie spodobało to dowiedzenie się przez innych o związku Daniela i Ashlyn. 

Podsumowując książka jest godna polecenia zważywszy, że to lekka lektura przy której można się odprężyć.

Poza tym w życiu najlepsze rzeczy wcale nie przychodzą lekko. Zdobywanie ich jest trudne, bolesne, gorzkie. I sprawia, że osiągnięcie celu ma o wiele słodszy smak.

sobota, 8 kwietnia 2017

Trylogia "Dotyk Julii" - Tahereh Mafi


Samotność to dziwna rzecz.Zakrada się cicho i niepostrzeżenie. Siada obok ciebie w ciemności. Głaszcze cię po włosach, kiedy śpisz. Owija się wokół twojego ciała i zaciska się tak mocno, że brakuje ci tchu, że zamiera twój puls, choć krew płynie coraz szybciej.

Tytuł: Dotyk Julii, Sekret Julii, Dar Julii
Autor: Tahereh Mafi
Cykl: Dotyk Julii


– Bo się boję – mówi wreszcie drżącym głosem. – Boję się, że twoja przyjaźń będzie moim końcem.


Z trylogią „Dotyk Julii” spotkałam się parę razy w księgarniach, na blogach czy może ktoś czytał w autobusie. Książki te nie interesowały mnie tak bardzo, jednak w momencie, kiedy dowiedziałam się, że ma powstać film wiedziałam, że muszę je przeczytać.

Główna bohaterka Julia Ferras od 264 dni siedzi w zamknięciu przez to, że mam moc, a może przekleństwo. Dokładniej zabija dotykiem, nawet tego nie chcąc. Julię na początku poznajemy z perspektywy uczuć, myśli, co wpływa pozytywnie na poznanie jej osoby. Wydaje się być osobą słabą, jak i płaczliwą, która nie daje sobie rady ze wszystkim. Obwinia się o to, że wylądowała, tam gdzie wylądowała. Chodź był to przypadek, a także jest dziewczyną delikatną, która bałaby się skrzywdzić motyla. W kolejnych częściach się to zmienia, co autorka pokazuje w bardzo ciekawy sposób.

Podczas swojej „przygody” Julia poznaje dwóch ważnych chłopaków w jej życiu: Adama i Warnera.

Adam Kent jest żołnierzem Komitetu Odnowy, który zmienia życie Julii diametralnie. A to wszystko przez to, że może jej dotknąć, jako jedyna osoba na świecie, ale czy na pewno? To właśnie dzięki niemu, główna bohaterka ucieka z bazy, zaczynając życie od nowa. Chłopak jest osobą odpowiedzialną, jak i pewną siebie. Dla niego liczy się bezpieczeństwo dziewczyny oraz bliskich mu osób.

Jednak żeby było ciekawiej jest jeszcze Warner. Dziewiętnastolatek, który przewodzi Sektorem 45. Jest bezwzględny i bezlitosny dla wszystkich ze swojego otoczenia. To właśnie takiego go na początku poznajemy. Dużo jego czynów odbieramy w zły sposób, jednak dowiadujemy się o tym w późniejszych częściach.


Całą trylogię przyjemnie się czyta, a przede wszystkim lekko. Ja osobiście pochłaniałam tą książkę, mówiłam sobie tylko jeden rozdział, a czytałam sto stron. Podoba mi się to jak autorka przedstawiła przemianę Julii w ciągu całej historii oraz jak to zrobiła z innymi bohaterami. Oprócz tego Tahereh Mafi przedstawiła wątek miłosny, którego myślę, że połowa się nie spodziewała.

Mimo, że książka jest dla młodzieży z miłą chęcią ją czytałam. Polecam ją, jeśli nie macie czegoś do czytania.


- Nie bój się. Nie martw się. Niczego nie żałuj, wszystko przemija - mówi miękko.


wtorek, 4 kwietnia 2017

A Tobie, kto podbije serce? – „Podbój” Elle Kennedy


Ja: Hej, wiesz może, jak zrobić lalkę voodoo?
On: Pewnie się nabijasz, ale pytanie jest na tyle głupie, że ci odpowiem. Nie wiem, jak zrobić taką lalę. Pewnie można użyć jakiejkolwiek lalki, ale wyzwaniem będzie znalezienie czarownicy, która by połączyła lalkę z twoim celem.
Tytuł: Podbój
Autor:  Elle Kennedy
Cykl: Off-Campus


— Kolejna zasada w Życiu Deana. Mów, co myślisz, myśl, co mówisz. 

— I rób, co chcesz.

On wie, co to podbój, zarówno na, jak i poza lodowiskiem. On wie, jak celnie strzelać….

Allie Hayes przechodzi kryzys. Zakończenie studiów zbliża się wielkimi krokami, a ona wciąż stoi przed dylematem, którą ścieżkę kariery wybrać. Na domiar złego leczy złamane serce po rozstaniu z wieloletnim chłopakiem. Dziki seks bez zobowiązań, by zapomnieć, nie jest lekarstwem na jej problemy, ale nie sposób oprzeć się Deanowi Di Laurentisowi, przystojniakowi z drużyny hokejowej. Tylko ten jeden raz, bo mimo że przyszłość rysuje się niewyraźnie, to jasne jak słońce, że nie ma w niej miejsca dla króla jednorazowych numerków.

Lans i pewność siebie nie wystarczy, by ją do siebie przekonać…

Dean zawsze dostaje to, czego chce. Dziewczyny, oceny, dziewczyny, uznanie, dziewczyny… To kobieciarz, zgadza się, i póki co nie spotkał kobiety odpornej na jego wdzięki. Aż poznał Allie... Przebojowa blondynka zawojowała jego świat przez jedną noc – i teraz chce, żeby zostali przyjaciółmi? O nie. To on mówi, kiedy jest koniec. Dean nie ustąpi w pogoni za swoim celem, ale gdy na drodze pojawiają się nieoczekiwane przeszkody, zaczyna się zastanawiać, czy nie nadszedł czas, by przestać zaliczać… a oddać strzał prosto w serce.

Według bezdomnego Lou z Brooklynu za każdym razem, gdy doświadczasz déjà vu, to jest to po prostu zakłócenie, do którego dochodzi w chwili, gdy obcy próbują dostać się do twoich wspomnień.
„Błąd” i „Układ” książki Elle Kennedy, które mnie zachwyciły i nie pozwoliły się uwolnić. Gdy wyszła trzecia część pt. „Podbój” byłam naprawdę szczęśliwa. Mimo, że słyszałam różne opinię na temat tej książki, musiałam ją przeczytać.

W tej historii poznajemy bliżej Allie i Deana. Allie Hayes jest współlokatorką, jak i przyjaciółką Hanny, dziewczyny Garetta. Chce być aktorką, a poza tym pragnie stałego związku. Gdy zrywa z Seanem jest zagubiona, ale nie chce do niego wracać. W noc, gdy on ma zamiar ją odwiedzić, przenosi się na weekend do domu, gdzie mieszka Garett wraz z przyjaciółmi. Jednym z nich jest Dean Di Laurentis chłopak, który uwielbia seks. Każdy na uczelni zna go z tego, że gra w hokeja, jest bogaty, seksu bez zobowiązań. To właśnie on niańczy pannę Hayes i z tego nie wynika nic dobrego.

Czytając opis książki byłam naprawdę szczęśliwa, że poznam tą dwójką trochę bardziej. W poprzednich częściach były tylko małe wzmianki o nich, a ciekawiła mnie ich historia.

Allie Hayes nie jest taką kruchą dziewczyną, jak wydawało się wcześniej. Dwudziestodwulatka ciężko stąpa po ziemi, próbując robić to, co da jej szczęście. Polubiłam jej osobowość, a przede wszystkim to, że potrafiła powiedzieć nie. Mimo, że zerwanie z Seanem ją z lekka przygnębiło to nie pozwoliła sobie do niego wrócić, bo wiedziała, że ją w pewien sposób ograniczał. Chociaż próbowała różnych sposobów by do niego napisać, a jednym z nich było oddanie telefonu Deanowi. To wtedy wypili razem alkohol.

Dean Di Laurentis hokeista, który przespał się z większością dziewczyn na uczelni. Pierwsza myśl fuckboy, jednak po głębszym poznaniu jego osoby możemy mieć mieszane uczucia, co do tego. Sama takie miałam, jednak z każdą stroną one się zmniejszały, a pozytywne uczucia względem bohatera narastały. Szczególnie patrząc jak się zmieniał dla Hayes.

Książka jest naprawdę dobra. Nie brakuje w niej humoru, co wpływa na plus. Czyta się ją lekko i szybko, zaczynając przygodę z tą dwójką nawet się nie zorientowałam, że dotarłam do końca. Może są jakieś wątki nierozbudowane, ale osobiście się ich nie dopatrzyłam.

Podsumowując książkę naprawdę polecam. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości żeby ją przeczytać myślę, że warto. Chociażby po to by wymienić się zdaniami z innymi.

- Ojej, spójrz tylko na niego, G, jest taki słodki, gdy śpi.- Istny aniołek.- Bardzo puszczalski aniołek.


Układ / Błąd / Podbój / The Goal